Wakacje tak naprawdę jedyny okres, w którym mogę cieszyć się z mojej pasji aż do bólu. Inaczej nie było w ubiegłym sezonie -ale ten czas szybko leci. Moje wakacyjne łowy rozpocząłem nad nowa dziką wodą w mojej okolicy. Woda nie tyle że nowa, tylko nieodwiedzana przez mnie z różnych powodów.

Mówiąc szczerze sam nie przypuszczałem, jakie ryby pływają w tej małej gliniance. Rozpoznanie tej wody zacząłem od tradycyjnych środków, czyli wędki z markerem i sporej ilości czasu na obserwacje. Po kilku razowych wieczornych obserwacjach już cały plan powoli układał się w mojej głowie. Wiedziałem tak naprawdę, tyle że duże ryby są w łowisku i są bardzo cwane, iż przez wcześniejszych kilka lat nie były na haku żadnego z wędkarzy. Tak oto przez kilka dni zaczynam nęcenie obranych miejsc. Do wody lecą lubiane przez amury smakołyki, czyli duża ilość kukurydzy i kilka garści słodkich kulek. Po dwóch dniach nęcenia pojawiam się nad wodą w samo południe z myślą że, ryby będą wygrzewać się pomiędzy roślinami, i tak też było. Widzę w zatoce dwa ogromne amury. Czas tak jakby zatrzymuje się w miejscu a ja stoję, jak „wryty w ziemie” i obserwuję te dwa potwory, jak majestatycznie poruszają się po swoim królestwie. Szacuje jedną z ryb na około 15kg druga z nich jest większy o naście centymetrów, czyli na moje oko +18kg. Nagle ryby znikają pod roślinność, ale ta lekcja była niezmiernie cenna. Stwierdziłem, że muszę zacząć polowanie.

Pierwsza krótka zasiadka ma miejsce w niedzielę. O świcie melduję się nad wodą od razu widzę piękny spław, amur pokazuje swoją płetwę grzbietową lecz wydawał mi się na małego. Po chwili małe 40gramowe ciężarki lądują w wodzie razem z zestawami. Kolejne godziny mijają w tym miejscu “w okamgnieniu”, lecz sygnalizatory nie chcą się odzywać. Zwijam wędki o godzinie 11stej i udaje się do domu. Ten sam schemat towarzyszy mi przez kolejne trzy dni: pobudka o 3:15, śniadanie, sprzęt, rower i w drogę nad wodę. Tak oto te szybkie zasiadki mijają bez brania.

Niezapomniane chwile nad wodą
Niezapomniane chwile nad wodą

Wieczorem już z coraz mniejszym optymizmem nastawiam budzik i nadchodzi chwila zwątpienia, Czy warto? Poważna decyzja walczę do końca tygodnia jak nic się nie zmieni to na razie odpuszczę. Czwartek rano rutynowe czynności jak w dniach pozostałych. Przyjeżdżam nad wodę i czuje, że coś jest nie tak. Wykładam wędki z pokrowca, wbijam podpórki i zakładam przynęty po chwili zestawy lądują w wodzie. Na końcu umieściłem dodatkowo małe siateczki pva z kukurydzą i pokruszonymi kulkami.

Cała a może skubas?
Cała a może skubas?

Od początku ten dzień różnił się od pozostałych a zza drzew stopniowo wyłaniała się ciemna chmura. Wędki w wodzie a ja oddaje się sprawdzaniu aktualności na Facebooku. Po trzydziestu minutach następuje gwałtowne szarpnięcie, ludek lego leży na ziemi nagle podskakuje delikatnie do góry i oczywiście natychmiastowa reakcja zacięcie i jest!!!

Sygnalizator ustawiony na maksymalną czułość nie przegapi nawet najdelikatniejszego amurowego brania
Sygnalizator ustawiony na maksymalną czułość nie przegapi nawet najdelikatniejszego amurowego brania

Ogromna fala odchodząca z zatoki informuje mnie, że ryba jest duża. Pierwsza faza holu przemija dosyć łatwo, stanowczy hol uniemożliwia rybie wejście w podwodne przeszkody. Teraz ta druga już bardziej skomplikowana część. Roślinność, która porasta zbiornik przy brzegu uniemożliwia podebranie ryby, szybko ściągam buty i wchodzę z podbierakiem po pas do wody. Tak mija kolejne 30min w delikatnym deszczu z wcześniej wspomnianej chmury i na dwóch nieudanych próbach podebrania przeciwnika, który miał ogromny zapas mocy w końcu był holowany na krótkim dystansie i nie miał gdzie się zmęczyć. Nareszcie jest w koszu podbieraka, ważenie- waga pokazuje 14.80kg, zawołałem wędkarza łowiącego nieopodal by zrobił mi kilka zdjęć ze zdobyczą. Byłem niesamowicie zadowolony z tej ryby. Ilość wysiłku, jaki włożyłem w jej złowienie był ogromny, ale wreszcie dostałem coś, na co czekałem tak długo.

Piękny amur - nagroda za cierpliwość i wiarę
Piękny amur – nagroda za cierpliwość i wiarę

Zaraz po wypuszczeniu pięknego rywala, wysyłam kilka SMS-ów do znajomych o tej niesamowitej rybie. Zaledwie po kilkunastu minutach deszczyk zamienia się w chwilową ulewę, cały przemoknięty pakuje rzeczy i wracam do domu. Co za rozpoczęcie wakacji. Jutrzejszego dnia pojawiam się nad wodą o tej samej porze, lecz za chwile nadjeżdża kolejny wędkarz i zarzuca spławikiem tuż nad moimi zestawami i było po łowieniu. Kolejne dwie zasiadki były już bardziej stacjonarne dwie doby nad wodą z przyjaciółmi przyniosły jeszcze kilka nieco mniejszych ryb, ale to już historia na kolejne artykuły jak w ogóle można nazwać to artykułami. Być może w tym roku uda się złowić tą drugą dużą rybę. Kończąc już moją wakacyjną przygodę z życiówką w tle mam dwa małe apele do wędkarzy, być może dotrze to do kilku osób bądź nie ale to już ich własne spostrzeżenia.
Pierwsza sytuacja zaistniała zaraz po tym, jak przypomniałem sobie o tej wodzie, a mianowicie ilość śmieci jaka zalegała na brzegu łowiska. Podczas mojej pierwszej zasiadki z stanowiska, na którym zamierzałem łowić podczas najbliższych dni nazbierałem dwa duże worki śmieci. Po jakimś czasie niestety było to samo, ja odbieram to jako swojego rodzaju chamstwo i brak kultury do otaczającej nas przyrody. Ten apel tyczy się nie tylko do wędkarzy, ale i do osób spędzających czas na wodą. Było to już nagłaśniane kilka razy, ale widać, że nie zadziałało.
Kolejna sytuacja miała miejsce po opublikowaniu kilku zdjęć na portalach społecznościowych. Usłyszałem od kilku wędkarzy słowa w stylu:
-Ja też go złowię
-I tak się dowiem gdzie go złowiłeś
i tym podobne wypowiedzi. Sam nie wiem, z jakiego powodu ludzie są tak zawistni. Najbardziej mnie irytuje sam fakt, iż większość z nich chce iść na skróty, drogą, w którą ktoś inny włożył znacznie więcej wysiłku. Podobną sytuację miał jeden z bardziej znanych karpiarzy w Polsce i jego słowa zapadły w mojej pamięci do dnia dzisiejszego ” idąc za kimś zawsze jesteśmy o krok dalej niż bliżej sukcesu”. Zatem walczcie do końca i idźcie własną drogą a sukces w postaci pięknej ryby wynagrodzi trud. Pozdrawiam Karol

5 KOMENTARZE

    • Ciekawe 🙂 przepis to nie wszystko 🙂 czasem trzeba mieć “farta” albo przystosować sie do zachowań ryb. Ty akurat dałeś rade 🙂 ale mogłoby byc i 10 wedkarzy obok ciebie i rzucali by w to samo miejsce i nie daliby rady złowić żadnej 🙂 Tak jak kolega nizej pisze 🙂 trzeba wytrwale czekac i “trenować” jak najczęściej nad wodą 🙂
      Pozdrawiam