Co najbardziej fascynuje w wędkarstwie? Odpowiedzi mogą być różne: spędzanie czasu na łonie natury, realizowanie pasji, poznawanie nowych ludzi i miejsc i wiele, wiele innych. Zakochanie w łowieniu ryb jednak jest czymś tak osobistym, że bardzo trudno je opisać, choć chciałoby się o nim mówić i mówić, i mówić… Wędkowanie w pewien sposób nie jest do końca odkryte, istnieje w nim spory margines na niespodzianki, które bardzo chętnie zgotuje nam przyroda. Zwłaszcza w listopadzie.

Co się może zmienić

Wszystko. Mimo że cechą dobrego wędkarza jest świadomy wybór celu, więc i miejsca, i sprzętu, i przynęty, i metody, itd., itd. Nie lubimy bylejakości u innych, dlatego też drażni nas bylejakość własna, przez co dokładamy wszelkich starań, by do łowienia przygotować się jak najlepiej. Gdzieniegdzie można spotkać się z podejściem „coś na pewno weźmie”, ale wędkarze-pasjonaci z pewnością podzielą nasze zadanie, że do każdej ryby, do każdej pory roku należy się właściwie przygotować. Jeśli zasadzam się na leszcza, biorę potrzebny sprzęt i wybieram miejsce, w którym go spotkam.

leszcz w listopadzie
Leszcze to jedne z ryb spokojnego żeru, które można łowić w listopadzie

Ale jeśli w tym idealnie zaplanowanym połowie znajdzie się nieprzewidziany element… O, wtedy zaczyna się prawdziwie szalony połów!

Co się zmieniło

Na przestrzeni lat – przede wszystkim podejście do tematu żeru danego gatunku w miesiącach, które nie należą do najcieplejszych. Kiedy przeglądamy branżową literaturę, widzimy, że 20, 30 lat temu niewiele ryb kwalifikowano do łowów w chłodne dni. Należała do nich tak naprawdę tylko płoć, jazgarz i miętus – to o nich pisano, że możemy zaciąć je na zestaw spławikowy. Leszcz? Krąp? Jaź? Kleń? – próbuj szczęścia, ale o pozostałych gatunkach zapomnij. Przynajmniej do lata. Minęło jednak ładnych kilkadziesiąt lat, a my mamy już zupełnie inną wiedzę – i z książek, i z życia. Jaki jest problem, żeby złowić liny i karasie z lodu? Żaden. A czy wzdręgi nie wezmą  przy trzcinkach? Oczywiście, że wezmą! Skąd jednak tyle zmian? Czy to możliwe, żeby aż tak zmieniły się środowiskowe preferencje gatunków?

Skąd te zmiany

Odpowiedź nie jest oczywista. Nie ulega wątpliwości, że niektóre z opinii formułowanych przed laty były zbyt radykalne, zwłaszcza te w kwestii tolerancji ryb na temperaturę, ale wszyscy wiemy, że gatunki ciepłolubne znacznie trudniej będzie spotkać w chłodnej wodzie. Warto jeszcze przywołać rozwój sprzętu. Otóż ćwierć wieku temu żyłki cienkie miały w przekroju 0,12-15 mm i wykorzystywano je wyłącznie na przypony, podczas gdy dziś żyłka główna ma 0,10 mm, a przyponowy standard wynosi 0,8 mm. Spławiki uszczuplono do wagi niższej niż gram, a wędziska są tak lekkie, że nie czuje się ich nawet przez kilka godzin łowienia, i to bez wypuszczania z ręki.

Co zmienia listopad

Weźmy na warsztat karasie. Można je złowić w stawie, którego głębokość nie przekracza metra, a zdobycze mają nawet do 20 cm, choć dużo częściej spotyka się 15 cm. Ich branie jest delikatne nawet latem, tak że gramowy spławik bardzo szybko wyda się nam nietaktem. Trzeba jednak przyznać, że w dobry dzień można się obłowić nawet setką okazów. I to jest właśnie przewaga lata nad jesienią. Tylko czy na pewno „przewaga” to najodpowiedniejsze słowo? Choć w listopadzie karasi złowimy znacznie mniej, będą sporo większe – tak że nikogo nie zdziwią półkilogramowe zdobycze. Nie jest tak, że wzięły się znikąd i nagle – po prostu kiedy aktywność mniejszych ryb spadła, mamy szansę złowić naprawdę dużą. Jak je zwabić? Porzućmy białego robaka na rzecz barwionej pinki z nieodzowną ochotką. Jeśli będziemy czekać naprawdę długo, spróbujmy samej ochotki.

zanęta na jesień
Obok zestawu w listopadzie istotny jest też dobór zanęty i przynęt

W listopadzie najbardziej warto łowić w starorzeczach, zwłaszcza tych połączonych nurtem. To właśnie w tym zimnym i smutnym miesiącu możemy w nich spotkać chyba każdą rybę występującą na danym odcinku rzeki. Instrukcja niezawodnego połowu spławikową zasiadką na starorzeczu wygląda zawsze tak samo: po wyborze stanowiska (głębokość 1,5–2 m) i jego zanęceniu (polecam mieszanki z dużą ilością składników zwierzęcych, w tym mączki kostnej i suszonej krwi) rozpoczynamy łowienie delikatnym zestawem (bat 5–6 m, żyłka główna 0,10 mm, spławik 0,6 g, przypon 0,08 mm, haczyk 18–20, biały robak, pinka z ochotką lub same ochotki). Do dzieła!

Szybciej, więcej i uważniej

Najczęściej brania zaczynają się szybko. Na haczyku wylądują niewielkie płotki i ukleje (nawet z dna), nierzadko jazgarz. Wszystko to trwa do dwóch godzin, po czym następuje kolejne branie – takie samo jak poprzednie. Zacięcie jak w pień, odjazd ryby i najczęściej trzask żyłki. Utrata czujności nie będzie u niczym dziwnym, ale późną jesienią trudno o poważniejszy błąd. Jeśli spodziewasz się dużo, przygotuj się na to, że w listopadzie dostaniesz więcej.

Obiecującymi łowiskami listopadowymi są także kanały, nie tylko podgrzane. Możemy się tam obłowić w niejedną niespodziankę w postaci zacięcia dużego leszcza, lina, karasia, a nawet – uwaga! – karpia. Łowimy w nich tak jak  w jeziorach, stawach i starorzeczach: delikatnymi zestawami z obowiązkową rezerwą mocy – kołowrotkiem asekuracyjnym albo amortyzatorem. Tak czy inaczej: w listopadowych łowach najważniejszą regułą jest zasada oczu dookoła głowy. Nie pożałujesz!

3 KOMENTARZE