Listopadowy karp 6 kg

Piękna listopadowa pogoda i wysokie jak na tą porę temperatury zachęciły mnie do wyprawy na moją domową wodę. Jest to 4ha zbiornik położony kilka kilometrów od mojego domu, pozostały po starym korycie Wisły. Żyje tam duża populacja karpia, która osiąga wagę do 10kg i prawdopodobnie można natrafić na kilka sztuk powyżej tej wagi, których niestety nie udało się jak dotąd złowić. Na dwa dni przed rozpoczęciem zasiadki pojechałem w odwiedziny do moich znajomych, którzy łowili na tym zbiorniku, a dokładnie na jego południowej (płytszej) części. Udało im się złowić 3 karpie nieprzekraczające 6 kg, może nie były to olbrzymy ale bardzo cieszyły o tej porze roku. Zachęcony tym faktem wróciłem do domu zastanawiając się nad strategią połowu. Jako, że na miejsce zasiadki wybrałem głębszą (północną) część zbiornika, przez którą przebiega rów o głębokości ok 4m wypełniony grubą warstwa mułu, postanowiłem skonstruować lekki zestaw umożliwiający położenie w miejscu gdzie twardy plac (pozostałość dawnego zakola) łączy się z najgłębszym miejscem. Występuje tam jeszcze niewielka ilość mułu. W tym miejscu kilka dni wcześniej widziałem spław karpia, co było jednym z powodów mojego wyboru. Nigdy wcześniej tam nie łowiłem. Miejsce to nęciłem dwa i pięć dni wcześniej drobnym pelletem halibutowym i morwowym, kukurydzą konserwową i kulkami ananasowymi własnej produkcji. Przypon wykonałem z bardzo miękkiej plecionki na haczyku Fox XSC nr.4 z pozycjonerem z rurki termo na włos 3 ziarna sztucznej kukurydzy. Drugie miejsce zlokalizowane było pod przeciwległym brzegiem, w bliskości powalonych drzew, gdzie niejednokrotnie udało mi się złowić cyprinusy. Nęciłem kulkami sfermentowana krewetka własnej produkcji i pelletem halibutowym w dwóch rozmiarach. Na włosie umieściłem bałwanka z kulki krewetkowej i SK30. Trzecie miejsce to mała plaża zanęcona słodką zanętą i ananasowa kuleczka na włosiu.

Nadszedł dzień zasiadki spakowany i pełen optymizmu w godzinach wczesno porannych ruszyłem nad wodę. Do godziny 8:00 miałem już rozbitą bazę i zestawy w wodzie. Do późnej nocy pakowałem samochód, więc zmęczony zaraz po rozłożeniu rzeczy postanowiłem uciąć sobie drzemkę. O godzinie 10:00 miałem już pierwsze branie spod drzewa. Na haku znajdował się malutki 3-kilowy karpik. Ryba powędrowała do wody, zestaw ponownie wywieziony, a ja ponownie uciąłem sobie drzemkę. W samo południe – kolejne branie spod drzewa i znów mały karpik ostro okaleczony przez drapieżnika. Odkażam zranione miejsca i wypuszczam do wody. W międzyczasie nieopodal pojawili się koledzy mierzący swoje siły z drapieżnikami. Postanowiłem wybrać się do nich i pogawędzić jak to zwykle bywa o wędkarstwie. Czas mijał beztrosko, pogoda dopisywała i nagle około godziny 16:00 słyszę pisk mojego sygnalizatora. Zrywam się z miejsca i biegnę w kierunku wędek. Okazało się, że branie jest na wędkę położoną w mule. Szybki hol, gdyż miejsce było jakieś 30m od mojego brzegu i na macie ładny jesienny 5-kilogramowy karpik. Wypuszczam rybę do wody, wywożę zestaw i zasiadam do obiadu. Postanawiam, że jeśli ryby będą brały ze środka i spod drzewa to zestaw z plaży również powędruje na mulisty spadek. Ku mojej uciesze około godziny 17:00 mam kolejne branie spod wspomnianego drzewa. Po wyłowieniu okazuje się, że jest to ten sam pogryziony przez drapieżnika maluch, który już tego dnia znalazł się na haczyku. Ledwie odhaczyłem rybę i wywiozłem zestaw, a tu znów branie tym razem ze środka. Piękny jesienny misiek o wadze 6kg.

Listopadowy karp 6 kg

Szybkie zdjęcie i ryba wędruje do wody, a ja szybko wywożę zestaw i donęcam. Zwijam wędkę z plaży, konstruuję zestaw i wywożę w muł na włos zakładając pływając ą 10milimetrową kuleczkę morwową i ziarenko sztucznej kukurydzy. Po 23:00 zaspany wyjmuję jeszcze małego karpia z mulistej miejscówki i kładę się spać. Nagły dźwięk sygnalizatora wyrywa mnie ze snu podnoszę wędkę i szybko wyciągam karpia, który za wszelką cenę próbował uciec w gałęzie powalonych drzew. Po kilku minutach karp ląduje w podbieraku, a szybkie ważnie wskazuje 7kg.Karp 7 kg Do rana pozostaje w worku w celu uwiecznienia go na zdjęciu. Nocą muszę zmienić ustawienie wędek gdyż miejscowe bobry rozbrykały się w okolicach mojej miejscówki wpływając mi w żyłki. Miśki nie dają mi pospać i do rana holuję jeszcze trzy niewielkie karpie, którym najwidoczniej posmakowały kuleczki morwowe. Podczas śniadania mam kolejne branie na kuleczkę morwową, na którą łapię kolejnego 5-kilogramowego karpia. Karp 5 kgNiestety powoli dochodzi do mnie świadomość, że już tylko kilka godzin pozostało do końca tej zasiadki, ale w duchu liczę na jakieś konkretne branie. Los jest dla mnie łaskawy i po południu mam solidny odjazd ze środka. Już wiem że morwa była strzałem w dziesiątkę. Ryba jak tylko może stara się wpłynąć w trzcinowisko obok, ale twardo kontruję i po kilkunastu minutach karp ląduje w podbieraku. Po wyjęciu na matę, widzę karpia w ślicznych jesiennych barwach.Ostatni karp zasiadki w listopadzie Waga pokazuje 7kg i mimo, że to nie rekord to niesamowicie cieszy. Tuż przed końcem zasiadki łapię jeszcze jednego 4-kilowego karpia na sztuczną kukurydzę i przed zapadnięciem zmroku zwijam namiot i zestawy. Listopadowa zasiadka zakończyła się wynikiem 13:0 dla mnie, karpie nie rekordowo duże, ale przez ponad dobę miałem ręce pełne roboty. Lekki zestaw na muł z małym 60gr ołowiem sprawdził się znakomicie, a nowa miejscówka zaowocowała największą ilością ryb. Pogoda zgodnie z prognozą była wymarzona na zasiadkę. Równe ciśnienie i wysokie temperatury utrzymujące się od wielu dni przyczyniły się do całkiem niezłego żeru. Mam nadzieję że ta właśnie woda w przyszłym roku przyniesie mi jakąś dwucyfrówkę. Kto wie, może właśnie w listopadzie…

Red. T. Kowalski

9 KOMENTARZE