Jesienią drapieżnik budzi się do życia. Żeruje szczególnie intensywnie. Jest to dobry czas dla spinningistów. Okres żniw i uwieńczenie sezonu wędkarskiego. W oczekiwaniu na lód korzystamy z każdego dnia, niestety coraz krótszego, w nadziei na skok adrenaliny gdy poczujemy ten magiczny pstryk w łokciu.

Zazwyczaj jesienią poluję na szczupaki. W tym roku szczególnie długo pozostawały na płyciznach kryjąc się po brzegach i roślinach. Teraz już zamierzam szukać ich w głębszych rejonach akwenu. W międzyczasie jednak wybrałam się w zupełnie inny zakątek, całkowicie nieznaną mi wodę na inne zębólce.

Sandaczowy PSTRYK ma swoją magię. Powoduje, że expresowo podnosi się ciśnienie, a adrenalina błyskawicznie rozchodzi się po ciele, a po udanym holu uczucie euforii nie ustępuje przez długi czas. Jesteśmy wtedy gotowi na wszystko, możemy więcej, bardziej i mocniej. I niech ktoś spróbuje powiedzieć, że wędkarstwo jest nudne…

sandacz na spinning

Jesień jest ciekawą porą roku. Woda robi się coraz chłodniejsza, ryby schodzą głębiej, a drapieżniki żerują intensywniej aby przygotować się do zimy. Dni nie są już tak długie jak latem ale wieczory sprzyjają kontemplacji, analizie i obraniu strategii na kolejny dzień.

Przez trzy dni mieliśmy możliwość wędkowania z łodzi z naszym miejscowym przewodnikiem Darkiem Jankowskim. Warunki jakie nas spotkały na wodzie można podpisać pod wiosnę, jesień i zimę. Przeróżne zjawiska atmosferyczne nam towarzyszyły, zabrakło tylko upału i letniej burzy.

Dzień 1 Rozgrzewka

Pierwszego dnia wędkowałam głównie na miękkie przynęty. Spinninguję od niedawna, gdyż od zawsze zajmowałam się wędkarstwem gruntowym oraz spławikowym zaś najbardziej lubię podlodowe wojaże. Spinning jest dla mnie urozmaiceniem i odskocznią, która towarzyszy mi głównie jesienią, a moją pierwszą i zawsze mi towarzyszącą przynętą jest właśnie guma zbrojona główką jigową. Chyba z większego przekonania i sentymentu cały pierwszy dzień łowiłam tymi właśnie przynętami. Kusiłam ryby do brania smukłymi gumami, które imitowały narybek bądź uklejkę. Miały drobną pracę ale nie gasnącą w opadzie i podczas podbijania. Kolory na jakie postawiłam były głównie naturalne, ciemne, połyskujące. Niekiedy podbicie z kołowrotka innym razem z kija, czy to podwójne czy pojedyncze, dawało efekty. Większość ryb tego dnia udało się złowić z głębokości 14-15 m. Dużo sandaczyków stało na blatach. Niestety oprócz szczupakowego przyłowu nie trafiła się ryba wymiarowa.

łowienie szczupaków w listopadzie

Jednak nawet takie króciaki dały mnóstwo frajdy, a co najważniejsze brań było mnóstwo. Dało to możliwość wyćwiczyć się w expresowym reagowaniu na pstryk. Dużo brań jednak następowało z tzw. przyduszenia i ryby nie zawsze były zacięte oraz nie za każdym razem miały przynętę w pysku, choć w większości w obrębie głowy. Wtedy jednak nie można było cieszyć się magicznym pstrykiem, a jedynie przytrzymaniem gumy.

 

Po powrocie do bazy mieliśmy czas przeanalizować to co nas spotkało, przemyśleć i omówić efekty oraz obrać taktykę na kolejny dzień wędkarskich zmagań.

Dzień 2 Pokora

Wstaliśmy tego dnia o wiele wcześniej aby jak najdłużej pozostać na wodzie. Ciśnienie leciało na łeb, na szyję. Deszcz siąpił z nieba cały dzień. Brań było o wiele mniej choć ryby, które łowiliśmy już większe. W końcu pokazały się wymiary. Trafiały się okonie i przyłów szczupaczka. Tego dnia przekonaliśmy się co do skuteczności przynęt takich jak muchy montowane na czeburaszce oraz koguty.

łowienie na czeburaszkę

Kolory fluo były najskuteczniejsze, tego dnia zaś rządził róż. Niestety zbyt późno i dopiero trzeciego dnia efektywnie wykorzystaliśmy tę wiedzę łowiąc więcej i w dodatku ładniejszych ryb. Nie można być ślepo zapatrzonym w swoje przekonania i wymysły. Trzeba obserwować, wyciągać wnioski, wprowadzać zmiany w życie. Nigdy nie wiadomo co danego dnia sprawdzi się nad wodą, z tego powodu trzeba być przygotowanym na wszelkie możliwe sytuacje. To były dwa intensywnie spędzone dni.

sandacz na czeburaszkę i koguta

Myśl, że trzeci jest jednocześnie ostatnim mobilizowała nas do sprężenia portków i maxymalnego wykorzystania pozostałego czasu. Ośmiogodzinna podróż powrotna po całym dniu na wodzie jednak nie napawała optymizmem. Ale jak jest wojna to muszą być ofiary: WALCZYMY DO KOŃCA!

Dzień 3 Kulminacja

Ostatni niestety… nie chce się wracać. Taka woda, która obdarowuje swoimi skarbami ma swój urok. Żal odjeżdżać. Zostałoby się jeszcze. Jednak ten dzień nie był równy dwóm poprzednim. Początkowo flauta jaką zastaliśmy w otoczeniu białych ośnieżonych brzegów nie zapowiadała jak zakończy się ten dzień. Połowiliśmy! Tak! Na koguty i muchy! Prawie nikt nie zamoczył gumy. No może na chwilę. Pierwsze branie wymiaru nastąpiło w pierwszym napłynięciu i to w pierwszym rzucie.  Akwen dał nam do zrozumienia, że nie należy do łatwych ale gdy jest się cierpliwym i konsekwentnym to wynagrodzi trudy i znoje. Prawie każde ustawienie łodzi dawało nam rybę w pierwszych rzutach. I nie kończyło się na jednej rybie bo z jednej miejscówki łowiliśmy ich po kilka. To daje dużo do myślenia. Czasami poświęcając więcej czasu na zbadanie dna i okolicy oraz ustawiając łódź nieco dłużej lecz dokładniej i staranniej możemy osiągnąć dużo lepsze wyniki.

okoń na spinning

Gdy się rozkręciliśmy niestety trzeba było wracać. Koniec dnia był bardzo interesujący, bo gdy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi zerwał się okropny lodowaty i silny wiatr, który pomarszczył wodę i skutecznie przeszkadzał w wędkowaniu. Sam powrót okazał się wyzwaniem, ale dla wprawionego w bojach wojaka nie ma rzeczy niemożliwych. Łódź cięła fale jak brzytwa a my żegnaliśmy się z wodą marząc już o kolejnej przygodzie. Może to dobrze, że pogoda się zmieniła na gorsze, bo mniejszy żal było ją opuścić. Na pewno jeszcze kiedyś spróbujemy swoich sił na tej wodzie…

6 KOMENTARZE

  1. Fajnie czyta się Twoją relacje. Ładnie połowiliście. Widać, że gdy ma się te kilka dni na poznanie łowiska i zwyczajów ryb to można wówczas cos fajnie połowić. Prawda jest taka, że każdy akwen rządzi się swoimi prawami. Gdzie jakaś przynęta jest skuteczna, to na innej wodzie nie być na nią brań. A druga sprawa jest taka, że ryba o tej porze roku lubi być chimeryczna. Stąd też trzeba jej nieustannie szukać.

    • Dzięki, cieszę się bardzo. Faktycznie nowa woda nie jest łatwym łowiskiem a mimo to udało się złowić kilka ryb nawet przy niesprzyjających warunkach pogodowych jak zmienne lecące na łeb i szyję ciśnienie. Pozdrawiam 🙂

  2. Konsekwencja i opór to klucz do sukcesu w wędkarstwie. Czasami trzeba być elastycznym i przygotowanym czy to na zmianę pogody, czy warunków na łowisku. Sztywne trzymanie się pewnych rzeczy i nawyków nie zawsze musi popłacać piękna rybą 🙂

  3. Ten pstryk o którym piszesz często kojarzy mi się z pstryczkiem w nos od ryb 🙂 Niekiedy człowiek ma takie wrażenie, że ryby po prostu sobie z nas żartują. Człowiek wstaje rano, jedzie nad wodę czy to deszcz, chłód, upał czesto bez rezultatów, ale jak tu tego nie lubić? 🙂