Maj w mojej opinii jest jednym z lepszych miesięcy w roku, kiedy możemy „pobawić się” z karasiami i linami. To czas, kiedy ryby te powinny dość dobrze żerować. Jednak jak to często bywa rzeczywistość bardzo mocno weryfikuje teorię.

Zachęcony niezłą pogodą postanowiłem wybrać się na wędkarski szlak w poszukiwaniu przygód. Celem mojego wyjazdu jest zalew Szymanowice, położony niedaleko Klimontowa, w woj. świętokrzyskim. Przez wiele osób woda ta uważana jest za jedno z lepszych łowisk PZW w Polsce. W poprzednich latach rozgrywane tu były różnego rodzaju zawody m.in. spławikowe, karpiowe i spinningowe, zarówno na szczeblu lokalnym jak i centralnym, w tym Mistrzostwa i Grand Prix Polski. Dość dobrze znam ten zbiornik, jednak jak sami wiecie każda woda lubi się zmieniać i z roku na rok zaskoczyć czymś nowym.  Łowisko powierzchnię około 51 hektarów, a głębokość wynosi od 1 do 4 metrów. Dno jest muliste. Od zachodniej strony zbiornika, praktycznie na całym brzegu znajdują się betonowe płyty, na których są zainstalowane stanowiska wędkarskie. Od strony wschodniej zbiornik okala las. To właśnie tam są najciekawsze miejscówki, które często są zajmowane przez miłośników łowienia m.in karpi, wyczekujących na walkę z dorodnymi rybami pływającymi w zbiorniku.

Nad wodą jestem po godzinie 4:00. Po szybkim wypakowaniu sprzętu ruszam w poszukiwaniu miejscówki. Decyduję udać się od strony lasu, gdzie jest najpłycej. Mam nadzieje, że ryba właśnie tam będzie przebywać o tej porze roku, choć mam obawy, że dość chłodne noce mogą ku temu stanąć na przeszkodzie. Nie mniej jednak po kilku minutach marszu zajmuje miejsca kilka metrów za tzw. strefą tarliska, wyłączoną z wędkowania o tej porze roku. Ranek jest dość chłodny, jest ledwie 3 stopnie.

majowe liny i karasie

Taktyka na wędkowanie jest dość prosta. Jeden zestaw to klasyczny feeder, z koszyczkiem zanętowym, drugi zestaw to metoda. Chce przeprowadzić prosty test, co danego dnia okaże się skuteczniejsze. Co więcej, przygotowuje dwa rodzaje zanęty. Pod klasyka wybieram dość pikantną zanętę, z domieszką zanęty czosnkowej. Całość po przygotowaniu, przesiewam przez sito, tak aby uzyskać jak najlepszy efekt. Ponadto mieszankę wzmacniam pinką, które de facto będzie stanowić przynętę. Do metody na ten wyjazd wybrałem gotowy pellet z serii Explosive od Profess-a o zapachu Pomarańcza-Czekolada, czyli nowość, jaka została przygotowana na ten sezon. Jest to pellet gotowy do użycia, bezpośrednio po otwarciu opakowania, a więc dobra opcja, jeśli zależy nam nad wodą na czasie. Idealna na szybkie wypady, kiedy nie mamy czasu przygotowywać pelletu w klasyczny sposób. Aby jeszcze bardziej uatrakcyjnić ryba mieszankę, dodaje nieco gotowej zanęty o tym samym zapachu. Mam nadzieje, że pracująca z podajnika zanęta zwabi ryby, a pellet przytrzyma je w łowisku. Zanętę również przesiewam przez sito, zanim trafi do pelletu. W jej frakcji widać elementu micropelletu, a wiec byłaby też idealna do samodzielnego zastosowania.

Do metody na ten wyjazd wybrałem gotowy pellet z serii Explosive od Profess-a o zapachu Pomarańcza-Czekolada, czyli nowość, jaka została przygotowana na ten sezon.
Aby jeszcze bardziej uatrakcyjnić ryba mieszankę, dodaje nieco gotowej zanęty o tym samym zapachu.

Na pierwszy ogień idzie 8mm pellet kwas masłowy. Decyduję się na wstępne nęcenie, ale nie przesadzam z ilością podanej zanęty. Dosłownie oddaje na zestawy po dwa rzuty z „towarem”. Łowię w granicach 30 metra. Wreszcie przychodzi pora na łowienie. Pierwsze minuty mijają spokojnie, choć po kilku minutach są wskazania, co rokuje nieźle i daje mi wskazówek, że ryba jest już w okolicach przynęty. Początkowo nie mogę wstrzelić się z momentem zacięcia. Mam kilka pudeł. Dodam, ze łowię przelotowo. Przeczuwam, że musza to być karasie, które mają takie okresy w roku, że są bardzo wybredne i w mojej opinii, często wręcz drażnią się z wędkarzem zanim zdecydują się ostatecznie pobrać przynętę. Po około 30 minutach udaje mi się złowić pierwszego japońca, amatora skisłego masła. Zdjęcie i ryba wraca do wody, a ja szybko ponawiam rzut w zanęcone miejsce.

Jak się okazało był to dobry prognostyk na kolejne minuty, w których doławiam jeszcze dwie sztuki. Po tym czasie następuje wyraźny zastój. Nie pomaga zmiana przynęty. Efektów nie ma nie tylko u mnie ale też u innych wędkarzy. Zapewne wynikało to z faktu, że zrobiło się dość chłodno, a co więcej momentami zawiewał niekorzystny północno-wschodni wiatr, który jeszcze bardziej potęgował odczucie zimna. Wiem jednak, że na tym łowisku często bywa tak, że jak tylko słońce przebije się z za lasu, zacznie nagrzewać wodę ryby coraz śmielej zaczynają żerować i tak też było tym razem. Brania zaczynają się mniej więcej od godziny 11. Udaje mi się łowić kolejne sztuki japońców, które ładnie weszły w zanętę z pelletem. Na metodę jest dużo więcej brań aniżeli na klasyka.

Do końca wędkowania doławiam jeszcze ładnego jazia oraz dwa liny.

Podsumowując wyjazd trzeba być zadowolonym. Łowisko Szymanowice, ponownie okazało się dla mnie łaskawe, a taktyka jaką obrałem okazała się skuteczna. Już niedługo mam w planach kolejny wędkarski wypad i mam nadzieję, że będę mógł podzielić się z wami kolejnymi dobrymi wieściami znad wody.