Majowe karpie

Tegoroczny maj pod względem pogody nie jest zbyt ciekawy. Chłodne poranki, wieczory i noce na pewno negatywnie odbijają się na żerowaniu ryb, tym samym wielu z nas nie jest zbytnio zadowolonych ze swoich wędkarskich efektów. No cóż, pogody się nie wybiera, więc to my musimy dostosować się do niej a nie ona do nas. Warunki są jakie są, a człowieka ciągnie nad wodę jak wilka do lasu. Po kilku wyjazdach na wody PZW, postanowiłem odwiedzić jedno z moich ulubionych łowisk komercyjnych – Przystanek Stawy w Grębowie.

O samym łowisku można wiele pisać. Zapewne sporo osób słyszało opowieści o fajnych karpiach i jesiotrach jakie można tu połowić. Samo łowisko ma 11 ha, a kształtem przypomina prostokąt. Dno jest regularne, piaszczysto-muliste. Średnia głębokość to 1,7 metra, a w najgłębszym miejscu jest około 2,5 metra. Dominującą rybą jest karp, są także amury, jesiotry, leszcze, liny, karasie oraz sumy. Wędkowanie dozwolone jest od godziny 6 rano do godziny 20. Istnieje możliwość nocnej zasiadki. Warto więc na początek zapoznać się z regulaminem, a po przyjeździe w razie wątpliwości zapytać obsługę łowiska, która chętnie odpowie na pytania, czy też pokieruje na odpowiednie stanowisko, a te są tutaj oznaczone.

Zanim zdecydowałem się na sobotni wyjazd na Grębów zrobiłem telefoniczną rezerwację. Wolałem mieć pewność, że miejsce będzie na mnie czekać, bo przecież po przymusowej „koronawirusowej przerwie” wiele osób jest spragnionych wędkarskich emocji i coraz chętniej wyrusza na wędkarski szlak. W biurze łowiska melduję się punktualnie o godzinie 6:00. Szybko uiszczam opłatę (od tego sezonu to 25 zł za cały dzień wędkowania) i pobieram bilet. Po wypakowaniu sprzętu z auta, ruszam na swoją zaklepaną miejscówkę, oddaloną o jakieś 400 metrów. Zajmuję miejsce na prawej grobli, patrząc od wejścia na łowisko. Jeśli ktoś już wędkował na Grębowie wie, że w tym miejscu głębokość łowiska jest teoretycznie najmniejsza. Już w trakcie drogi na stanowisko daje się zaobserwować spławi karpi. Nastraja mnie to bardzo optymistycznie. Po przybyciu na stanowisko sprawnie rozwijam sprzęt i zabieram się za łowienie.

Trochę o taktyce. Wiele osób uważa, że na Przystanku Stawy liczy się łowienie na dystansie. Jest to prawda, ponieważ ryba bardzo chętnie trzyma się okolic środka łowiska, jednakże ze sprzętem którym dysponuję, osiąganie odległości około stumetrowych jest niestety niemożliwe. Tym samym postanawiam łowić bliżej, ale za to punktowo i starać się podawać zestawy jak najdokładniej. Pomóc ma mi w tym klips. Łowiąc na dystansie trudno być precyzyjnym. Dlatego tez łowie bliżej (na jakimś 45-50 metrze).

Kilka słów o towarze. Na ten wyjazd przygotowałem sobie dwa miksy. Pierwszy z nich to pellet Krab japoński Ready 2mm od Profess Fishing, do którego dodaje nieco mokrej zanęty o smaku Kwasu masłowego, w proporcjach – 2 części pelletu i 1 część zanęty. Całość miksu, mimo iż powstał z gotowych mieszanek, muszę jeszcze delikatnie zwilżyć. Plan jest prosty. Zanęta ma zwabić rybę w okolicę podajnika, a pellet, mam nadzieję ją przytrzymać w łowisku.

Zanętę do miksu przesiewam przez sito

Smakowita mieszanka krabowo-masłowa już gotowa

Pod drugi zestaw przygotowałem nieco inny miks, oparty na pellecie 2 mm lin – karaś od Profess-a i mokrej zanęty o smaku Piernik-Scopex-Wanilia. Proporcje są takie same – dwie części pelletu i jedna część zanęty. Całość wzbogacam jeszcze niewielką ilością oleju rybnego. W ten sposób będę miał porównanie jak ryby zareagują na ciemną i jasną mieszankę, czy lepiej będzie im odpowiadał miks słodki, czy nie.

Ciemny miks także już gotowy

Co do podajników, to stosuje modele o wadze 22 gramy. Oczywiście można byłoby próbować łowić ciężej, tym samym dalej rzucać, ale z drugiej strony w łowisku jest dość sporo mułu, tak więc cięższy podajnik mógłby po prostu zapadać się na dnie. Zestawy zakończone są przyponami z bagnetem. Na wyjazd wyselekcjonowałem kilka przynęt w tym m.in. pellety 8 mm, które moim zdaniem dobrze sprawdzają się na tym łowisku.

Pora na łowienie. Nie decyduje się na wstępne nęcenie. Jeśli nie będzie brań po kilku minutach, po prostu częściej będę przerzucał zestawy i zmieniał przynęty. Na pierwsze branie czekam jakieś 40 minut. Ładne, zdecydowane zagięcie szczytówki, szybkie zacięcie i na kiju czuję ładny opór, tym samym wiem, że jest fajna ryba. Hol jest spokojny. Kiedy widzę już karpia przy pomoście, sięgam po podbierak. Niestety ryba spina się. No cóż, takie jej prawo. Raz one raz my jesteśmy górą. Na oko, karp miał jakieś 4-5 kg. Byłaby ładna ryba na początek. Skusiła się na martwe białe robaki, od których lubię zaczynać wędkowanie. Kolejne minuty mijają dość spokojnie. Co jakiś czas przerzucam zestawy i kombinuję z przynętami. Po około 90 minutach mam kolejne branie. Ryba walczy dość spokojnie, dopiero przy brzegu zaczyna nieco stawiać opór. Udaje mi się jednak spokojnie wprowadzić ją do podbieraka. Jak się okazało, to ładny pelnołuski karp, może nie za duży, ale jest. Skusił się na pellet 8 mm w zalewie (tzw. Oiled Pellet) o smaku Sardynka od Profess-a.

Taki pellet…

…i taki karp

Jak się okazało, nie była to jedyna ryba. Dosłownie kilka minut później udaje mi się złowić leszcza, z którego tez oczywiście jestem zadowolony. Obie ryby złowiłem na zestaw, w którym w podajniku była jasna zanęta. Nie zmieniam taktyki i dalej konsekwentnie łowię w ten sposób.

Kolejna ryba melduje się na macie

Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Około 11:00 mam pierwsze branie na drugą wędkę. Powolne, ale płynne zagięcie szczytówki. Po zacięciu ryba od razu robi odjazd na jakieś 30-40 metrów. Wiem już, że to coś większego, bo na kiju czuć naprawdę fajny opór. Walka trwa, co uda mi się odzyskać kilka metrów żyłki, to ryba znów odjeżdża. I tak przez jakiś czas. Po może 10 minutach udaje mi się doholować ją bliżej brzegu. Po kilku chwilach ukazuje się jesiotr, amator pelletu o smaku sardynki i ląduje w podbieraku. Jestem zadowolony, bo to pierwszy takich rozmiarów jesiotr w tym sezonie.

Jesiotr skusił się na pellet w zalewie o smaku sardynki od Profess-a

Szybka sesja zdjęciowa i ryba wraca do wody. Czego chcieć więcej? Emocje były, fajny hol, ryba do zdjęcia. Jestem ciekaw co przyniosą kolejne godziny łowienia. Po około 30 minutach mam kolejne branie, znów na ten sam zestaw. Bardzo analogiczna sytuacja. Jestem wręcz przekonany że to kolejny „Pinokio”. Jednak przy brzegu okazuje się, że na pellet skusił się karp. Waga pokazuje 9 kg.

No cóż w sumie to można byłoby się pakować i jechać do domu. Ale natura człowieka jest taka, że chce więcej i więcej. Postanawiam zostać jeszcze i sprawdzić co będzie się działo dalej. Po kilkunastu minutach mam branie, tym razem na drugi zestaw. Po kilku minutach holu na macie mam karpia w okolicach 7 kg, który skusił się na pellet kwas masłowy 8mm.

Tak jak wspominałem, te małe przynęty robią tutaj robotę. To jeszcze nie koniec emocji. Zakończenie łowienia było istnie bombowe. Kiedy już pakowałem sprzęt, mam jeszcze jedno branie. Zacięcie, hol jest jakiś dziwny, inny niż te do tej pory, domyślam się, że to nie jest ani karp ani jesiotr, tym bardziej leszcz. Po chwili przy brzegu widzę prawidłowo zahaczonego … sandacza. Zdziwienie totalne, ale nie ukrywam byłem zadowolony. Tego dnia przytrafiła mi się pełna różnorodność gatunków.

Co jakiś czas odwiedzał mnie taki gość

Co mogę powiedzieć o tym wyjeździe. Oby więcej takich. Myślę, że tego dnia zadziałało wszystko. Wstrzeliłem się z zanętą, przynętą, odległością łowienia. Cała taktyka zdała egzamin. Mimo, że na ciemniejszy miks miałem tylko dwa brania, to ryby jakie wyholowałem były zdecydowanie większe. Jestem ciekawy co będzie się działo podczas kolejnego wyjazdu, który mam nadzieję, już niebawem.