Po krótkiej przerwie postanowiłem ponownie powrócić na wędkarski szlak i sobotnie do południe spędzić nad wodą. Tym razem mój wybór padł na zbiornik Szymanowice w województwie świętokrzyskim.

Zbiornik ten jest mi bardzo dobrze znany. Od wielu lat mam przyjemność wędkować tam z różnymi skutkami. Wiosna jest dobrą porą do wędkowania na Szymanowicach. Pamiętając o tym miałem nadzieję, że mój pierwszy tegoroczny pobyt na tym łowisku będzie udany.

Około godziny 4 nad ranem jest nad wodą. Zajmuję odcinek płytszej wody, gdzie mam nadzieję zgromadziły się ryby. Woda jest tam cieplejsza, pożywienia nieco więcej. Oczywiście metoda, jaką zastosowałem  to tradycyjna drgająca szczytówka z koszyczkiem. Postanowiłem zacząć wędkowanie od robaków. To taka moja taktyka od lat, że najpierw rzucam na pinkę czy białe kolorowe robaki, na delikatnym zestawie. Brania mam od razu. Nie są to duże ryby bo płocie do 20 cm. Jednak za każdym razem porcja zanęty ląduje w łowisku, co zapewne po kilku taki rzutach skusi też większą rybę. Po złowieniu kilku płoci, zmieniam zestaw. Na jedną wędkę wędruje zestaw z włosem a na nim pellet kryl/łosoś, a na drugi zestaw pęczek czerwonych robaków. Po około 20 minutach na czerwonego robaka mam branie. Po zacięciu i holu na brzegu pojawia się lin 32 cm. Pięknie wybarwiony powraca do wody. Praktycznie po zarzuceniu zestawu na druga wędkę także mam branie. Ryba ładnie odjeżdża na bok i już wiem, że będzie to albo piękny japoniec, albo nieduży karpik. Po kilku chwilach w podbieraku mam jednak japońca. Piękny na oko ponad 1,5 kilogramowy okaz. Wiem, że tu takich nie brakuje, więc śpiesznie rzucam zestaw ponownie. Po kilku minutach ponowne branie na czerwone robaczki i na brzegu mam kolejnego japońca. W kolejnych godzinach wędkowania mam brania praktycznie co kilkanaście minut. Rybki biorą zarówno na czerwone robaki jak i na pellet. Są to linki i karasie. Praktycznie w ostatnich minutach wedkowania doławiam jeszcze jednego karpia kroczka. Ozdobą wędkowania na moim odcinku był karp złowiony przez karpiarzy o wadzę prawie 15 kilogramów.

Podsumowując wędkowanie, uznaję je za bardzo udane. Pogoda dopisała, ryby także. Taktyka jaką przyjąłem także okazała się skuteczna. Czerwone robaki oraz pellet były tego dnia strzałem w dziesiątkę.

2 KOMENTARZE