Piękna pogoda jaka panowała na Mazurach w długi weekend majowy to coś o czym nawet nie marzyłam. Przyzwyczaiłam się już, że zawsze w dni wolne leje deszcz, walą pioruny i trwają zamiecie. Na szczęście tym razem jedynie wiatr doskwierał. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo widocznie owa pogoda sprzyjała dobrym połowom.

Postanowiłam wypróbować mój nowy kijek Combat Power Match. Długość 3,9 m, ciężar wyrzutu do 25 g i niska waga kija dawały wielkie nadzieje na komfortowe wędkowanie. Szybka akcja zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Do tego nie spadła mi ani jedna ryba!

Przygodę majową rozpoczęłam od spakowania jedynie niezbędnego osprzętu. Szłam bowiem daleko zabrałam więc jedynie wspomniane wędzisko z kołowrotkiem Manta Match, nawiniętą żyłką o wytrzymałości do 2 kg (X-TREME MATCH 0,14 mm). Do małego pudełeczka wrzuciłam kilka szpulek z żyłkami do przyponów, kilka opakowań haczyków i innych niezbędnych akcesoriów. Dwie paczki zanęty MegaBAITS, dwie puszki kukurydzy i atraktor Elite Lin-Karaś.

Muszę przyznać, że mój ekwipunek od dawna nie był tak lekki! Nie zabrałam krzesła lecz siedziałam na płasko na kładce. Umiliłam to sobie siedząc na macie lecz nie na długo, gdyż złowiłam całkiem przyzwoitego czerwonookiego arystokratę, który na chwilę zajął moje miejsce lecz na dłużej je zapaskudził hihi.

majowy lin

Na miejsce połowu szłam lasem okalając prawie całe jezioro. Kładka, na którą się wybrałam była niewielka lecz położona w fajnej trzcinowej zatoczce. Wzdłuż pasa trzcin głębokość sięgała około 2 m a trochę dalej do 3,5 m.

Szybko sporządziłam mieszankę zanęty, do której dodałam pół puszki kukurydzy i zanęciłam wybrany blacik na głębokości około 2,5 m. Z początku bawiłam się z płotkami, które jako pierwsze zwęszyły stołówkę. Zamieszanie jakiego narobiły w wodzie było sygnałem na grubiutkich opasłych linów do rozpoczęcia żerowania. Co jakiś czas donęcałam garstką kukurydzy podaną z ręki. Przegruntowałam zestaw tak aby przypon długości 50 cm do połowy leżał na dnie wraz z ostatnią śruciną sygnalizacyjną i obserwowałam uważnie spławik. Każde wystawienie kwitowałam zacięciem w efekcie w ciągu majówki udało mi się spotkać z pięcioma pięknymi linami. Dwa samce i trzy tłuściutkie samiczki pojawiły się na mojej macie.

lin na spławik

Przynęta jaką stosowałam to trzy ziarna kukurydzy konserwowej dopalone dipem waniliowym zaprezentowane na niedużym haku MegaBAITS Futoji Umitanago nr 12. Kukurydzę zakładałam za samą skórkę.

lin na kukurydzę

Przywitałam się z moimi ulubionymi rybami spokojnego żeru, które po krótkiej sesji wróciły do swojego królestwa w świetnej kondycji. Każda z nich w trakcie holu dostarczyła mi ogromnych emocji. I za to właśnie warto zwrócić im wolność, pomijając błagalne spojrzenie i słodkie chrumkanie zielonych prosiaczków.

Choć majówka kojarzy się z rozpoczęciem sezonu szczupakowo-boleniowego dla mnie to najlepszy czas na grubego lina. Pomimo to po powrocie z zasiadki z odległościówką wskoczyłam jeszcze w wodery i chwyciłam spinning w dłoń aby tradycji stało się zadość i w efekcie złowiłam jeszcze jednego zębacza 57 cm, jeden mi się spiął w trakcie holu i jedno branie spartoliłam gdy chwycił z opadu w momencie, gdy się tego najmniej spodziewałam…

To nic. Co się odwlecze to nie uciecze. Na cętkowanych rozrabiaków jeszcze przyjdzie czas!

5 KOMENTARZE