Za nami pierwszy długi majowy weekend. Nie byłbym sobą gdybym nie wykorzystał chwili wolnego czasu by wybrać się nad wodę. Pogoda zachęcała, więc decyzja mogła być tylko jedna – przygotować sprzęt i ruszać na ryby.

Spodziewałem się dużej presji wędkarskiej praktycznie na każdej wodzie. Po kilku chwilach zastanowienia stwierdziłem że odwiedzę zbiornik w Koprzywnicy, na którym wędkowałem ostatni raz jakieś … 15 lat temu. To własnie tam można powiedzieć, że stawiałem swoje pierwsze wędkarskie kroki. Wspomnienia mam bardzo dobre i w pamięci piękne karasie, liny, karpie, które łowiło się wówczas. Niezawodna bułka jako przynęta czy gotowany makaron gwiazdki to ówczesne używając dzisiejszego słownictwa  „prawdziwe killery” na tej wodzie. Później niestety przyszły słabsze czasy dla zbiornika, co spowodowało, że wędkarze zaczęli się po prostu od niego „odbijać”.

Z dużym zaciekawieniem wyruszyłem w drogę i po około godzinie jazdy dotarłem na miejsce. Sporo się zmieniło, szczególnie dla tych którzy lubią rekreacyjnie spędzić czas nad wodą. Po krótkim spacerze ze sprzętem jestem już na jednym z wolnych stanowisk. Powoli przygotowuję się do wędkowania. Tym razem nie zmieniam wiele w porównaniu z ostatnim moim wyjazdem (zobacz relację). Łowie na feedery z podajnikami do metody. Przygotowuję pellet tym raz decyduje sie na Pellet Multi feeder od Profess Fishing. Jest to mix rożnych pelletów w rozmiarze od 2 do 4 mm. Pod drugi zestaw wybieram zanętę z serii Ready o smaku Ochotka/Konopie także od Professa. Przynęta tego dnia była kukurydza podana na włosie na jednym zestawie oraz pinki na drugim. Udało mi się złowić kilka fajnych rybek. Kto wie może jeszcze tam zawitam? M.in brały amury, karpiki, karasie, leszcze. Poniżej kilka fotek z wyjazdu.