To był dzień jak wszystkie chyba tą porą roku. 30.01.2015. Kilka stopni na plusie, pełne zachmurzenie, wiatr i bardzo niskie ciśnienie na poziomie 950hp. Od ponad tygodnia uganiam się za kropkami na dolnośląskich rzekach. Tak miało być i tym razem i tak się zaczęło.
O godzinie 7 rano jadąc samochodem z Jawora do Złotoryi zastanawiałem się, jaki będzie dzisiejszy wyjazd. Wiecie, o czym mówię, czy będzie się cokolwiek działo nad wodą, na co będą brały? Więcej planów i przemyśleń niż jazdy samochodem i zaraz, zaraz już jestem.
Kaczawa to jednak nie potęga w krainie górskich rzek, raczej nie wielka niż duża. Swoją wyprawę rozpocząłem od wybranego wcześniej miejsca poniżej Złotoryi, miejsce, w którym byłem tydzień temu i zakończyłem wyjazd bez brania. Wybierając to samo miejsce pomyślałem, że co, jak co na pewno dzisiaj pstrągi będą brały. Myślałem, że dwa razy z rzędu nie można z łowiska zejść o kiju- i tu się pomyliłem. Nie wiem 4 może 6 kilometrów przeszedłem rzeką, o której śmiało można powiedzieć ryby w niej są. Dla czego nie brały?, Nie wiem. No, ale jako doświadczony wędkarz nauczyłem się jednego. Każdy wyjazd uczy nas czegoś nowego, szacunku dla przyrody i nie przewidywalności życia. Dla czego nieprzewidywalności życia, bo ten dzień zakończył się pełnym sukcesem wędkarskim, mimo fatalnego początku.
Szybka zmiana miejsca wędkowania nadal Kaczawa, lecz teraz miejscowość Dunino. Miejsce znane pstrągarzom z powodu łączenia się dwóch rzek Kaczawy i Nysy Szalonej. A tak na marginesie w tym sezonie na Nysie już ładnie połowiłem pstrągów, może nie wielkich, ale pstrąg to pstrąg i każdy cieszy. No, ale o pstrągach w następnym artykule.
Niestety, mimo, że dzień powszedni piątek to braci szukających kropek wręcz pod każdym kamieniem. Jest już 12- południe a miejsca do połowienia brak. Siedząc w samochodzie wymyślam nowe miejsca potencjalnego dalszego wędkowania. Pstrągi odpadają na Kaczawie i Nysie, bo musiałbym rzucać pod nogi stojącym wcześniej spinningistom. No i mam pomysł wyciągnięty jak zając z kapelusza- jadę nad zbiornik zaporowy Słup, na wpływ Nysy Szalonej do zbiornika, tzw. „Kanał”, lub „stara tama”. Pytanie?- Co będę łowił?. No cóż w tamtej chwili było mi już wszystko jedno- pstrągi i jazie. Tak, tak na jazie za wcześnie a pstrągi przecież dzisiaj nie gryzą. No cóż taki los wędkarza się jeździ się łowi, siedząc w domu łapie się katar. Po drodze spotykam dwóch wędkarzy- łowią płotki, cha, cha też nie mają, co robić, więc wspólnie zaczynamy zbierać butelki i papiery rozrzucone przez ufoludki na brzegu. Oczywiście płotki nie brały po wspólnych wędkarskich pogawędkach podziękowałem pozytywnie zakręconym kolegom po kiju za towarzystwo i powędrowałem dalej.
Doszedłem w okolice zakrętu na „kanale”, do wysokości naprzeciw cypla-„kozy”- dla czego kanał- rzeka wpadająca do zbiornika formą przypomina kanał i to cała zagadka miejscówki. Było około 13-30 i zaczęło naprawdę mocno wiać.
Niewielki raperek prowadzony w pół wody i raczej bliżej niż dalej od brzegu. Zmiana przynęty na niewielkiego twistera i dalej obławiałem podtopioną roślinność. Bo muszę przyznać, że wody na zbiorniku dużo i jest realna szansa na bardzo owocne tarło. Aby tarło przyniosło spodziewany efekt trzeba pamiętać, że ze zbiorników zaporowych I zrzut wody powinien nastąpić dopiero w połowie czerwca, nie maja, czy też kwietnia. Czasami zarządzający zbiornikami nie przywiązują do upuszczania wody należytej uwagi a to właśnie MY wędkarze zarybiamy naszymi składkami nasze łowiska. Wiec reagujmy na brak zrozumienia i chwilową niedyspozycję umysłową ludzi, którzy nie wiedzą, co czynią. Opisana sytuacja nic wspólnego nie ma ze stanem wyższej konieczności- POWÓDŹ.
Przyznam się nie o takim wyjeździe marzyłem. Ganiam od 7 rano i nic. Czy to możliwe? wiatr zelżał, zrobiło się jakby cieplej. Mam przed sobą taflę wody i co ja widzę- ŻEROWANIE. Tak, tak od razu dostrzegłem, te niewielkie oznaki żerowania. Zadaję pytanie tylko, co?. Spławów ryby nie było dużo, może kilka i trwały naprawdę krótko. Gdybym przyszedł na miejscówkę dosłownie kilka minut za późno to wierzcie mi nic bym nie zaobserwował.
No to zaczynamy- raperek- nic, twisterem – nic, woblery- nic. No to, na co do cholery myślę?. Powiem, na co?. Obrotówka nr.3 damowska w kolorze miedzianym. Pierwszy rzut i ewidentny „puk”, subtelny, lecz bardzo dobrze wyczuwalny. Myślę taktyka dobra- rób swoje chłopie a efekty będą. Sam siebie motywowałem, bo nadzieja dawno zgasła. Rzut prowadzenie bliżej powierzchni niż dna i w miarę szybko- i nic się nie dzieje. Dobra myślę, po woli i bliżej dna. Szukam wysokości brań i wysokości zainteresowania ryb moją przynętą. Rzut i pozwalam obrotówce nieco zbliżyć się w okolice dna. W miejscu wędkowania jest 2,5 metra wody. I to był pomysł wart uwagi. BRANIE, ostre trzepnięcie w kija- zaznaczam, że w zasadzie łowię tylko na plecionki, stąd bardzo wyraźne branie. Zacinam i holując rybę zastanawiam się, czy moje przypuszczenia się sprawdzą. Tak, dobrze odczytałem, te subtelne oznaki żerowania to BOLEŃ.
Bez problemu ryba ląduje na brzegu, choć muszę przyznać, że nawet nie wielki zawsze godnie walczy. Rzut i po dwóch sekundach rozpoczynam prowadzenie i następne branie – to też boleń. I tak możecie mi wierzyć przez ok. 30minut- rzut branie, rzut branie, rzut branie. Brania były bardzo energiczne w odległości pełnego zasięgu rzutu, tj. ok 40-50m. Dodam, że całkiem inne niż latem, gdzie najczęściej bolenie biorą na przynęty raczej szybko i wysoko prowadzone. W tym przypadku prowadziłem moją obrotówkę powoli, blisko dna i nie przyspieszałem czy zwalniałem prowadzenie. Jednostajnie, powoli i to była metoda na styczniowego bolenia.
Dodam, że w tym dniu łącznie złapałem 8 boleni i miałem kilka brań, no, ale nie wszystko się udaje. W tym miejscu zamieszczam kilka filmików nagranych samodzielnie za pomocą go pro, którą dostałem w prezencie od małżonki na gwiazdkę. Pozdrawiam wszystkich czytających i połamania kija w 2015 roku

9 KOMENTARZE

  1. Co prawda nie łowie pstrągów zimą daję im odpocząć po tarle i zimowym poście, ale myśle że najlepszą przynętą na tę porę roku póki woda jest zimna będą woblery kolorystyczne głęboko schodzące. A jakich Ty używałeś?

  2. i wszystkie te bolki zostały złowione na obrotówkę ? hmm, nieopodal mnie też jest łowisko w którym występują ,więc będę musiał się tam wybrać i porzucać trochę . Przyznam że,jak dotąd jeszcze ani jednego nie udało mi się złowić a słyszałem że dobrze walczą na kiju 🙂 Zapewne niezłą frajdą byłoby złowienie jakiegokolwiek okazu ,Pozdrawiam 🙂