Młynek, któremu niestraszny feeder

Znalezienie dobrego kołowrotka do metody feederowej (method feeder) wydawać by się mogło zadaniem banalnym. Przecież Internet i media społecznościowe wręcz kipią od informacji o „wyśmienitych i jedynych w swoim rodzaju” młynkach. Rzeczywistość jednak dość szybko weryfikuje taki „cudowny” produkt. Między innymi używam Stealth L.D.Feeder FD1150i.

Z zasady staram się przesadnie nie zachwalać wędkarskich produktów. Nauczony bowiem blisko 30-letnim wędkarskim stażem wiem, że każdy produkt można oceniać dopiero po wielu dniach pracy na łowiskach. Bądźmy szczerzy, dopiero wtedy możemy próbować rekomendować go danej metodzie czy sposobu użytkowania.

Szczególnym przypadkiem są tu kołowrotki do technik feederowych – na co dzień narażone na bardzo duże obciążenia spowodowane masą stosowanych koszyków zanętowych, uciągiem i głębokością łowisk czy też wielkością poławianych ryb – ten ostatni dotyczy głównie method feeder.

Stealth L.D.Feeder FD1150i to młynek skonstruowany stricte dla feederowców. Wyróżnia go mocna i precyzyjnie działająca przekładnia ślimakowa w systemie oscylacji szpuli, ponadto szpula typu long cast wykonana z duraluminium, wyprofilowana krawędź szpuli ułatwiająca dalekie rzuty, precyzyjny przedni hamulec multitarczowy z podkładkami o powiększonej średnicy. Konstruktorzy projektujący ten kołowrotek zadbali o to, aby niepotrzebnie jej nie przeciążać, dlatego Stealth nie jest na pewno najszybszym młynkiem na rynku posiadając przełożenie 1:4,6 – jednak należy pamiętać, że na jeden obrót korbką kołowrotek „zgarnia” sporą długość żyłki i w rzeczywistości nie mam na co narzekać.

Używam go na zawodach

Kołowrotek doskonale radzi sobie podczas prywatnych zasiadek jak i zawodów wędkarskich. Cała konstrukcja została zabezpieczona antykorozyjnie, a o płynność pracy dba 10 zamkniętych łożysk wykonanych ze stali nierdzewnej. Kołowrotek nie boi się trudów wędkarskiego poligonu: brudu z glin, zanęt czy niespodziewanej kąpieli w piasku lub błocie. Wystarczy go wówczas opłukać czystą wodą i pozostawić do wyschnięcia. Osobiście przeprowadziłem kilkanaście takich kąpieli jak dotąd bez wpływu na pracę młynka.

Metalowy klips

Cechami, którą ponadto docenią gruntowcy jest bardzo mądrze przemyślany duraluminiowy klips. Jego wielkość i sposób umiejscowienia na szpuli pozwala na sprawne zaczepienie żyłki i ewentualne jej wypięcie podczas holu. Operację można wykonać jedną ręką, co nie zawsze jest tak oczywiste podczas użytkowania innych kołowrotków. Przestrzeń pomiędzy klipsem a szpulą jest też w 100% bezpieczna dla żyłek i nie uszkadza ich nawet wtedy, gdy klipujemy zestawy do nęcenia szklanką tj. dużym koszykiem używanym do wstępnego nęcenia.

Świetna szpula

Na uwagę zasługuje też sama duraluminiowa szpula typu long cast (z wyprofilowaną krawędzią) znacznie ułatwiająca oddawanie dalszych rzutów. Ponadto bardzo doceniam idealnie zestrojony system zbijający kabłąk – w środku musi być ukryta jakaś supermocna sprężyna, bo po ponad rocznym użytkowaniu jeszcze nigdy się nie przycięła.
Na półce sklepowej Stealth nie wygląda zapewne na subtelny kołowrotek. Proszę się jednak zupełnie nie obawiać pierwszego wizualnego wrażenia, bo mimo rozmiaru oscylującego pomiędzy 4000 a 5000 waży 378 gramów. Przy takiej wadze zestroimy go zarówno z krótkimi wędziskami 3 metrowymi jak i dłuższymi kijami ponad 3,9 m. Pamiętajmy, że wewnątrz ukryto bardzo mocne podzespoły, które zapewnią nam frajdę z jego użytkowania.

 

Na koniec to, o czym producent mógłby pomyśleć planując rozwój kołowrotka. Kołowrotek sprzedawany jest bez zapasowej szpuli i fajnie, gdyby ta opcja była w krótce dostępna. Ponadto dane podane na szpuli należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, na szpulę nawiniemy około 20-35% więcej żyłki od tej deklarowanej przez producenta.

Autor: Szymon Ciach
TEAM MegaBAITS PRO