Początek nowego roku to dla jednych start w sezon Podlodowy, dla innych natomiast potrzebna przerwa w przezywaniu wędkarskich emocji. Jest to znakomity czas, kiedy można chwile siąść czy to samemu czy to ze znajomymi i powspominać wędkarskie przygody ubiegłego sezonu.

Mój ubiegły sezon upłynął pod znakiem feedera i spinningu. Pewnie tak jak każdy z nas ruszałem w niego pełen nadziei i optymizmu. Od lat opłacam składki i przynależę do okręgu PZW Tarnobrzeg, który jest gospodarzem jednego z moich ulubionych łowisk – zalewu Szymanowice. Zbiornik z roku na rok staje się coraz popularniejszy. Rozgrywane są tu zawody z cyklu Grand Prix Polski, czy nawet Mistrzostwa Polski. Jak zawsze spędzam tam około 20-25 wędkarskich wyjazdów w roku. Sezon rozpocząłem w marcu. Lubię wiosnę, co roku przynosi i ona kilka fajnych ryb. Zacząłem go od wyjazdów ze spławikiem na pobliską rzekę Kamiennę. Udało mi złowić kilkanaście płoci, kiełbi a wszystko okrasił jeden 45 cm jaź. Po rzece kiedy woda obniżyła swój poziom przerzuciłem się na zbiornik Zochcinek. Jest to łowisko PZW, gdzie panuje zasada „złów i wypuść”. Ryby jest sporo, więc to świetna okazja do treningu na początek sezonu. Brały dobrze karasie, liny, płocie, trafił się też niewielki karpik. Okręg Tarnobrzeg corocznie zarybia wiosną wszystkie swoje zbiorniki. Jest to zarybienie przeważnie karpiem. Niestety w tym roku zdecydowali się na to dość późno bo pod koniec kwietnia, a ryba jak została wpuszczona w większości nie powinna trafić do wody. Po 14 dniowym zakazie wędkowania spowodowanego zarybieniem powróciłem na wędkarski szlak. Niestety większość ryby na dużej liczbie zbiorników padła. Już w czasie zakazu gospodarze łowisk wydobywali martwe ryby. Szacowano, że na niektórych akwenach padło nawet 60-70% wpuszczonej ryby. Nie wiem, kto ponosi winę za to, ale takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Płacimy przecież składki, chcemy normalnie wędkować i zawsze na samym końcu pokrzywdzony jest wędkarz. Żeby nie było tak smutno, to maj przyniósł mi kilka okazałych karasie w przedziale od 1,2 do 1,8 kg. Do tego udało złowić się ładnego lina 46 cm. Z resztą trafił mi się taki wyjazd, kiedy jednego dnia złowiłem ich 4 sztuki, co wywołało lekkie zdziwienie na brzegu. Niestety im dalej sezon trwał, tym mniej czasu miałem na wyjazdy na ryby.

lin, ryby lin, lin wedkarstwo
Jednego dnia trafił mi się kilka linów

Dodam, iż nie udało mi się spędzić nocki nad wodą od niepamiętnych czasów. Cóż tak też bywa. Lipiec i sierpień to był czas kiedy postanowiłem przygotować sobie łowisko najbliżej mojego miejsca zamieszkania. Chciałem być niezależny i mieć miejsce, gdzie mogę być pewnym, że uda mi się powalczyć z rybami. Przez tydzień spokojnie nęciłem sobie łowisko pelletem, kukurydza oraz kulkami proteinowymi, by po tym czasie troszkę połowić. Trafiały się nieduże leszcze, karpiki w przedziale 38-48 cm oraz płocie. Co dobrze szybko się kończy. Nie udało mi się niestety przytrzymać dłużej miejsca, ponieważ nastąpiło kolejne zarybienie i 14 dni przerwy. Po tym okresie ryba już nie brała tak jak wcześniej. Wrzesień zapamiętam z powodu jednego wyjazdu. Był to bardzo ciepły dzień kiedy postanowiłem wybrać się na łowisko Zochcinek (to samo co wiosną). Jest to zbiornik niewielki raptem kilka hektarów. Tak się złożyło, że na całym zbiorniku byłem sam. Ranek nie zapowiadał wielkich emocji. Kilka niedużych leszczyków, płotek. Później jednak w łowisko weszły karasie i jesiotry. Najpiękniej było kiedy w ciągu niecałej godziny, kiedy żar lał się z nieba wyholowałem 2 karpie – 75 cm i 60 cm. To była zabawa! Feeder trzeszczał, ręka bolała a pot lał się po twarzy. Dla takich wyjazdów warto wędkować.

Karp 75 cm na czerwone robaki
Karp 75 cm na czerwone robaki
Karp 60cm
Karp 60cm
Wędzisko feeder
Wędka pięknie pracowała

 

Jesień to był czas kiedy postanowiłem spróbować sił ze spinningiem. Chciałem nastawić się na okonie, jednak nie udało mi się złowić żadnego okazu. Szczupak natomiast trafiał się nawet często. Jednak też nie były to żadne olbrzymy, bo w granicach 60-70 cm.

Okoń wedkarstwo
Niestety po okoniach z 2015 roku pozostało tylko wspomnienie

Sezon 2016 był średnio udany. Może dlatego, że nad wodą spędziłem mniej czasu niż zazwyczaj. Być może źle wybierałem łowiska. Trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że będzie lepiej w tym roku i z takim nastawieniem ruszę na wędkarskie boje.