Ostatnie dni to piękna, słoneczna pogoda, zachęcająca do wyjazdów nad wodę w poszukiwaniu wędkarskich przygód. Dlatego też początek sierpnia jak co roku postanawiamy spędzić na łowisku Przystanek Stawy w Grębowie na wędkarskiej wyprawie.

Samo łowisko ma 11 ha a kształtem przypomina prostokąt. Dno jest regularne, piaszczysto muliste. Średnia głębokość to 1,7 metra, a w najgłębszym miejscu jest 2,5 metra. Dominująca ryba jest karp, dlatego też najwięcej wędkarzy preferuje metodę karpiowa i połów na pellety i kulki proteinowe, są także amury, jesiotry, leszcze, liny, karasie oraz sumy. Wędkowanie dozwolone jest od godziny 6 rano do godziny 20. Istnieje możliwość nocnej zasiadki jednak wówczas trzeba być wyposażonym w profesjonalny sprzęt karpiowy, w tym w matę, odkażacz oraz podbierak. Warto więc na początek zapoznać się z regulaminem łowiska, a po przyjeździe w razie wątpliwości zapytać obsługę łowiska, która chętnie odpowie na pytania, czy tez pokieruje na odpowiednie stanowisko, a te są tutaj oznaczone.

Na łowisko docieram w piątek około godziny 16. Towarzyszą mi tego dnia Mateusz i Daniel (z redakcji portalu Angloo.com) oraz Grzegorz ze swoim siedmioletnim synem Maćkiem, który chyba na dobre złapał już „wędkarskiego bakcyla”. Szybka wizyta w biurze łowiska, odprawa przed nocnym wędkowaniem i możemy udać się na zarezerwowane wcześniej stanowiska wędkarskie. Zajmujemy numery od 14 do 17. Powoli przygotowujemy wędki, zestawy i obieramy taktykę wędkowania. Jest bardzo ciepło, zdajemy sobie sprawę z faktu, że o brania, mimo iż tutaj ryby nie brakuje może być ciężko. Mamy nadzieję jednak, że coś uda się złowić, ale po cichu każdy chyba liczy na nockę, która być może przyniesie ładne brania.

Tego dnia decyduje się łowic na metodę. Większość osób tutaj łowiących stosuję tę technikę, więc na pewno ryby są do niej przyzwyczajone. Przygotowania zaczynam od pelletu. Decyduje się na 2mm pellet Halibuut/Betaina od Profess Fishing. Jest to pellet gotowy do użycia zaraz po otworzeniu opakowania. Mam jeszcze w zapasie pellet ochotkowy, także w rozmiarze 2mm oraz zanętę o zapachu truskawka/banan z serii Ready także od Profess-a. Następnie czas na wędki. Jedna z nich to Cresta Solith MH Feeder 3.60m cw. do 80 g (niedawno przeprowadzałem jej test – kliknij tutaj aby zobaczyć) kołowrotek w rozmiarze 4000, żyłka 0,22 mm oraz podajnik także Cresta model Easy Fil, który można wykorzystywać bez używania foremki (więcej o podajnikach Cresta – tutaj). Na koniec przypon o długości około 10 cm, z haczykiem w rozmiarze 10 oraz kółkiem sylikonowym. Na drugi zestaw składała się wędka Robinson Diplomat Feeder 3.60 m cw. 30-90g (więcej o wędce przeczytasz tutaj), kołowrotek w rozmiarze 3500, żyłka główna 0,22 mm, klasyczny podajnik do method feeder oraz przypon podobny do tego z pierwszego zestawu. Większość z nas obrała podobną taktykę. Wyłamał się tylko Mateusz, który postawił na „karpiówki” i jako podajnik zanętowy … sprężynę z obciążeniem i rurką. Chyba niewiele osób już tak łowi, chociaż jeszcze 10-15 lat temu było to bardzo popularne, szczególnie jeśli komuś zależało na stosunkowo dalekich rzutach.

Decyduje się na 2mm pellet Halibuut/Betaina od Profess Fishing. Jest to pellet gotowy do użycia zaraz po otworzeniu opakowania. Mam jeszcze w zapasie pellet ochotkowy, także w rozmiarze 2mm oraz zanętę o zapachu truskawka/banan z serii Ready także od Profess-a.

Na pierwszy zestaw zakładam Dumbellsa Fluo 7x10mm o smaku Ochotka-Konopie, na drugi wędruje niewielki 8 mm pelecik Robin Red/Red Halibut, który sprawdzał się dobrze m.in na wodach PZW i przyniósł kilka karpi, jesiotrów i leszczy. Po około 30 minutach jest branie na pellet. Lekkie uderzenie, a następnie zagięcie szczytówki. Po kilku minutach spokojnego holu na brzegu mam pięknego pełnołuskiego karpia. Szybkie zdjęcie i ryba wraca w dobrej kondycji do wody. Pomyśleliśmy, że to dobry prognostyk na dalsze godziny łowienia. Po kilkunastu minutach kolejne branie, tym razem na dumbellsa. Niestety ryba po kilku chwilach schodzi z haka.

 

Po około 30 minutach jest branie na pellet
Po kilku minutach spokojnego holu na brzegu mam pięknego pełnołuskiego karpia

 

Do wieczora mamy jeszcze kilka nieśmiałych brań, udaje nam się złowić jeszcze jednego karpia. Po zapadnięciu zmroku woda wyraźnie się ożywia. Jak się okazuje najwięcej brań jest u Mateusza. Praktycznie co 15-20 minut branie. Czasami ryba schodzi z haka jednak większość udaje mu się wyholować. U nas cisza jak makiem zasiał. Czyżby zestaw ze sprężyną tak zszokował ryby? A może one nigdy czegoś podobnego tutaj nie widziały? 🙂 Jak widać wygrał na tym w nocy.

Czyżby zestaw ze sprężyną tak zszokował ryby? A może one nigdy czegoś podobnego tutaj nie widziały? 🙂

Po nastaniu świtu ryby troszkę się uspakajają, ale jednak co jakiś czas mamy brania. Mateusz nie przestaje zadziwiać. Branie za braniem, ale co dziwne wszystko na jedną wędkę. Druga stoi jak zaczarowana, a zestawy są umieszczone w zasadzie obok siebie. Czasami tak bywa, to cały urok naszego hobby. U mnie również zaczynają się brania. Postanowiłem mocniej pokombinować i za każdym razem w  zasadzie zmieniać przynętę. Chciałem podać rybom coś nowego aby zbytnio się nie przyzwyczajały do przynęty. Przyniosło to efekt. Dobra robotę zrobiły dumbellsy. Stosowałem kilka smaków, Ochotka/Konopie, Pikantne Salami, Halibut/Czosnek czy Krem Truskawkowy. Na drugiej wędce kombinowałem z peletami i ich rozmiarami. Najwięcej brań było na 8mm Robin Red/Red Halibut oraz Wątroba/Scopex.

Co ciekawe kiedy u mnie zaczęły się lepsze brania u Mateusza całkowity zastój (zaraz po wyholowaniu pierwszego leszcza). Do akcji wkroczył także Daniel. Około 9 udaje nam się w jednym czasie zaciąć karpie. Po chwili na brzegu mamy piękny dublecik, który wieńczy naszą wyprawę. Pozostajemy na łowisku do 12. Do tego czasu udaje nam się jeszcze dołowić dwa, trzy karpie.

Około 9 udaje nam się w jednym czasie zaciąć karpie. Po chwili na brzegu mamy piękny dublecik, który wieńczy naszą wyprawę.

Podsumowując wyjazd trzeba go uznać za bardzo pozytywny. Raz, ze miło jest się spotkać pełną ekipą nad wodą, a kiedy pogoda i brania dopisują tak jak podczas tej wyprawy, nie odczuwa się żadnego zmęczenia tylko zadowolenie. Na sam koniec podziękowania dla Sławka – opiekuna łowiska i całej ekipy z Przystanku Stawy za miłe przyjęcie i udostępnienie łowiska. Myślę, że pojawimy się tam jeszcze nie raz, bo naprawdę warto.