Przystanek Stawy Grębów

Koniec wakacji to czas kiedy jeszcze wielu z nas przebywa na zasłużonym urlopie. To doskonały okres, aby wybrać się nad wodę w poszukiwaniu wędkarskich przygód. Zachęceni świetnymi prognozami pogody postanowiliśmy wybrać się na wędkarski szlak w poszukiwaniu emocji. Wybór padł na łowisko Przystanek Stawy w Grębowie.

O samym łowisku można byłoby pisać bardzo wiele. To świetna, rybna woda, która nie tylko w rejonie Podkarpacia znana jest z ładnych i walecznych karpi i jesiotrów, które nie jednemu z wędkarzy na pewno zapadły głęboko w pamięci. Dla tych, którzy jeszcze tu nie wędkowali, podam kilka informacji odnośnie łowiska. Jego powierzchnia ma 11 ha. Kształtem przypomina prostokąt. Dno jest dość regularne, piaszczysto-muliste. Średnia głębokość nie jest duża bo zaledwie 1,7 metra, a w najgłębszym miejscu jest około 2,5 metra. Dominującą rybą jest karp, są także amury, jesiotry, leszcze, liny, karasie oraz sumy. Wędkowanie na Przystanku Stawy jest dozwolone od godziny 6 rano do godziny 20. Istnieje możliwość nocnej zasiadki. Warto więc na początek zapoznać się z regulaminem, a po przyjeździe, w razie wątpliwości zapytać obsługę łowiska, która chętnie odpowie na pytania, oraz podpowie, gdzie znajduje się nasze stanowisko, a te są tutaj oznaczone. Jeśli zabraliśmy ze sobą sporo sprzętu wędkarskiego istnieje możliwość wypożyczenia wózka, którym możemy przetransportować wszystkie akcesoria na swoje stanowisko. W biurze łowiska znajduje się bardzo dobrze wyposażony sklep wędkarski, w którym kupimy nie tylko pellety, zanęty, przynęty znanych producentów, ale także produkty spożywcze. W sezonie dostępny jest nawet węgiel drzewny i inne akcesoria do rozpalenia grilla, czy również preparaty od komarów. Właściciele jak widać dbają o gości praktycznie pod każdym względem.

Rezerwację stanowisk na nockę dla naszej kilkuosobowej grupy zrobiłem kilkanaście dni wcześniej. Wybrałem miejsca znajdujące się bezpośrednio po drugiej stronie łowiska. Mimo, że trzeba pokonać dość długą trasę, wiedzieliśmy, że czeka tam na nas cisza, spokój no i może trochę cieniu, bo zapowiadane 34 stopnie na niejednym robiłyby wrażenie. Dlatego też chcieliśmy w jak najbardziej komfortowych warunkach odpoczywać, a przy okazji oddać się nasze pasji.

Przygotowania do wędkowania rozpocząłem praktycznie od samego rana. Spokojne sprawdzenie sprzętu, nawiniecie nowych żyłek na kołowrotki (wiem, że ryby są tu mocne, dlatego nie chciałem niespodzianki), przygotowanie zanęt, pelletów, prowiantu. To wszystko wymaga poświęcenia nieco czasu. Około 15:30 wyruszmy na łowisko. Niestety korki po drodze spowodowały, że zamiast 60 minut drogi, jechaliśmy dobre półtorej godziny. Zaraz po przybyciu melduję naszą obecność w biurze, gdzie odbieram odpowiednie plakietki, dzięki którym możemy zaczynać naszą zasiadkę. Po dotarciu na łowisko spokojnie przygotowujemy się do wędkowania. Czas ucieka bardzo szybko, niestety dzień już jest coraz krótszy, ale udaje nam się zarzucić zestawy jeszcze przed wieczorem. Na ten wyjazd przygotowałem sobie mieszankę pelletów. Skorzystałem z mix-u pelletów od Profess Fishing tzw. multifeeder-a. To nie tylko mieszanka rozmiarów 2 i 4 mm, ale również mieszanka kolorów. Ryby w Grębowie według mojego doświadczenia dobrze reagują, jeśli w okolicach podajnika znajdują coś co się wyróżnia. Dlatego też jasny kolor pelletu świetnie uzupełnia się z kolorem czerwonym czy czarnym.

Co więcej 4mm pellet jako dodatek także powinien zaciekawić rybę i przytrzymać nieco w łowisku. Co do przynęt, to przygotowałem sobie kilka smaków pelletu 8mm, do tego dumbellsy i mini kulki. Można więc stwierdzić, że sama klasyka. Nie mogło oczywiście zabraknąć białego robaka i pinki. Na tej wodzie trzeba się wstrzelić zarówno z przynętą jak i zanętą. Kilka słów o taktyce. Jako, że zaczęliśmy łowić praktycznie samym wieczorem, zrezygnowałem ze wstępnego nęcenia. Obrałem tylko punkt na drugiej stronie i posłałem zestaw na około 90 metr. Stosuje podajnik typu Boat o wadze 40 gram. Pewnie wiele osób, które tutaj łowią wie, ze dystans ma znaczenie. W dzień, kiedy jeszcze panuje bezwietrzna pogoda i nie ma fali, ryba trzyma się z reguły bliżej środka. Nocą jednak, kiedy presja jest mniejsza lubi penetrować także bliższe brzegu partie wody. Moja taktyka była prosta, posyłać zestawy daleko, w miarę punktowo, nawet nocą i przygotować sobie łowisko na kolejny dzień. Jeszcze kilka słów o przyponach. Zastosowałem przypony o długości 10 cm, z hakami bezzadziorowymi w rozmiarze 10, zawiązanymi na fluorocarbonie. Jeden z bagnetem typowo pod pellet, a drugi z igłą, pod mini kulki i dumbellsy. Łowienie zaczynam od założenia pelletu 8mm o smaku pikantnego kryla, a pod drugi zestaw idzie pomarańczowa kuleczka N-butric Acid od Profess Fishing. W opakowaniu znajdziemy także inne kolory. To ciekawe rozwiązanie zastosowane przez producenta. Na pierwsze branie czekam dosłownie kilka minut. Piękne, stanowcze zagięcie szczytówki, szybka reakcja i zaczyna się hol. Po walce na macie mamy pierwszego karpia. Przed zapadnięciem zmroku udaje nam się złowić kilka ryb a kilka brań niestety albo nie zacięliśmy, albo ryby schodziły z haka.

Co mnie cieszy, część z nich to pełnołuskie, pięknie wybarwione karpie. To bardzo dobry prognostyk na noc. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić i szukać minusów, to niestety komary, które w pewnym momencie naprawdę „dawały szkołę”. Jednak z racji tego, że mieliśmy co robić z rybami, daliśmy radę. Nocka okazała się bardzo przyjemna. Raz, że ciepło, dwa, że komary przestały atakować, i po trzecie, co chyba najważniejsze, były regularne brania. Czego chcieć więcej? Brały nie tylko karpie, ale trafił się także jesiotr. W efekcie kilkanaście ryb, emocje wędkarskie co chwila i praktycznie zero snu. Oby tak częściej! Apogeum brań nastąpiło między godzina 4:00 a 5:30, kiedy praktycznie łowienie na dwie wędki graniczyło z cudem.

Po wschodzie słońca brania nieco się uspokoiły, co dla nas było dobrą informacją, jakby to nie zabrzmiało. Wreszcie można było chwilę odetchnąć. Słońce coraz mocniej zaczęło operować, a na łowisku generalnie widać było duży spokój. Wiedziałem jednak, że ryba musi być w rejonie naszych zestawów, więc postanowiłem pokombinować nieco z przynętami. Po kilu próbach zmiany przynęt i pozostawieniu zestawu na kilkanaście minut w wodzie, wreszcie udało się wstrzelić. Regularne brania pojawiają się dumbellsa Czekolada-Pomarańcza. Co ciekawe, biorą jesiotry, których w sumie łowię 7 lub 8. Wydaje mi się, że spasował im bardziej kolor niż smak przynęty, ale oczywiście mogę się mylić. Ważne, ze znowu się coś działo. Podejrzewam, że im bliżej wieczora, tym brania byłyby jeszcze lepsze.

Kolejna kuleczka N-butric Acid od Profess Fishing okazała się skuteczna.

Nam siły na łowienie wystarczyło do godziny 14:00. Upał i zmęczenie wzięły górę. Jednak jesteśmy zadowoleni, bo naprawdę połowiliśmy bardzo dobrze. Ryby najwyraźniej czekały na nas i współpracowały wręcz wzorowo. Czasami może były nieco kapryśne, ale szybko im to przechodziło 🙂

Pora na krótkie podsumowanie. Wyjazd bardzo udany. Po raz kolejny Grębów okazał się trafnym wyborem. Duże podziękowania dla Adama, menadżera łowiska, za pomoc w organizacji wyjazdu. Myślę, ze pojawimy się tam jeszcze nie raz.