Przełom lipca i sierpnia to szczyt sezonu wakacyjno-urlopowego. Wiele osób w tym okresie wybiera się na zasłużony wypoczynek, korzystając z uroków nie tylko naszego kraju, ale i różnych części świata. To także doskonały czas na wypoczynek z wędką. Dlatego też wykorzystując chwilę wolnego czasu, jak co roku wybrałem się na nockę do Grębowa na łowisko Przystanek Stawy.

Tego łowiska wielu osobom przedstawiać nie trzeba. To doskonałe miejsce do stawiania swoich pierwszych wędkarskich kroków, jak też do szlifowania taktyki, sprawdzania nowych zanęt, przynęt, testowania nowych rozwiązań, które pozwolą nam stawać się jeszcze lepszymi wędkarzami.

Dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji tutaj łowić przedstawię krótką charakterystykę łowiska. To świetna, rybna woda, która nie tylko w rejonie Podkarpacia znana jest z ładnych i walecznych karpi, jesiotrów czy amurów, których hole zapadły na długo w pamięci niejednego wędkarza. Powierzchnia łowiska wynosi 11 hekatrów, tak więc jest kawałek wody do obłowienia. Kształtem przypomina prostokąt. Dno jest dość regularne, piaszczysto-muliste. Średnia głębokość nie jest duża bo zaledwie 1,5 metra, a w najgłębszym miejscu jest około 2,5 metra. Dominującą rybą jest karp, są także amury, jesiotry, leszcze, liny, karasie oraz sumy, o których w ostatnich tygodniach coraz głośniej. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu dni złowiono tu dwa okazy mierzące prawie 200 cm. Wędkowanie na Przystanku Stawy jest dozwolone od godziny 6 rano do godziny 20. Istnieje możliwość nocnej zasiadki, z której to tym razem skorzystałem. Warto na początek zapoznać się z regulaminem, a po przyjeździe, w razie wątpliwości zapytać obsługę łowiska, która chętnie odpowie na pytania, oraz podpowie, gdzie znajduje się nasze stanowisko, a te są tutaj oznaczone. Adam, Pan Kazimierz i Pan Wiesław na pewno podpowiedzą, które stanowisko warto wybrać, czy jak dobrać się do tych większych sztuk w łowisku. Jeśli zabraliśmy ze sobą sporo sprzętu wędkarskiego istnieje możliwość wypożyczenia wózka, którym możemy przetransportować wszystkie akcesoria na swoje stanowisko. W biurze łowiska znajduje się bardzo dobrze wyposażony sklep wędkarski, w którym kupimy nie tylko pellety, zanęty, przynęty znanych producentów, ale także produkty spożywcze. W sezonie dostępny jest nawet węgiel drzewny i inne akcesoria do rozpalenia grilla. Są również preparaty od komarów. Właściciele jak widać dbają o gości praktycznie pod każdym względem. W sąsiedztwie łowiska działa restauracja Rybka, w której można spróbować różnych smacznych dań z ryb.

Rezerwacje stanowisk zrobiłem z kilkudniowym wyprzedzeniem. Nad wodę docieram w piątek około godziny 17:00. Pogoda jest świetna, jest ciepło, wieje lekki zachodni wiatr, a więc zasiadka zapowiada się świetnie. Szybko pakuję swoje rzeczy na wózek i ruszam na stanowisko, które znajduje się po przeciwnej stronie. Po kilkunastu minutach jestem na miejscu. Nie tracąc czasu zabieram się za rozkładanie sprzętu. Mimo, iż komary już na początku dają znać o sobie, jakoś tym razem mi to nie przeszkadza. Być może już oczami wyobraźni widziałem te brania, hole i karpie na macie. Kilka słów o taktyce. Znam łowisko bardzo dobrze i wiem, że aby tutaj łowić trzeba to liczy się odległość. Ryba nauczyła się trzymać środka stawu i żeby liczyć na fajne brania, trzeba się tam jakoś dostać. Dlatego też uzyskiwanie odległości w granicach 100 metrów jest często konieczne. Tym razem na swoich feederach 3.90m ustawiam się odpowiednio na 90 i 94 metrze. Nie ma silnego wiatru, więc z powodzeniem taką odległość osiągnę przerobionym podajnikiem o wadze 40 gram, wyposażonym w rurkę i lotkę. Waga podajnika ma spore znaczenie. Trzeba pamiętać, aby nie stosować zbyt ciężkich modeli, gdyż mogą się zapaść w mule. Jako zanętę przygotowałem pellet 2mm w różnych kolorach z przewagą smaków rybnych. Co do przynęt to lubię łowić tutaj na mniejsze waftersy i dumbellsy. Wielokrotnie przekonałem się, że tylko taka taktyka przynosi efekt. Co do smaków i kolorów, to trzeba już dopracować to samemu nad wodą. Każdego dnia jest inaczej. Moja taktyka jest prosta. Nie trzymam się kurczowo konkretnej przynęty. Kiedy nie mam brania po kilkunastu minutach, zmieniam przynętę. Szukam takiej, w którą ryby ładnie się wkręcą. Zmieniam przynętę zaraz po złowieniu na nią pierwszego leszcza.

Wyjazd był udany. Na macie ląduje kilkanaście karpi. Wieczorem i w nocy trafia się kilka dubletów. Poranek jest już dużo spokojniejszy i żeby coś konkretnego złowić trzeba się troszkę natrudzić i pokombinować z przynętami. Po raz kolejny Przystanek Stawy okazał się miejscem, gdzie mogłem odpocząć i naładować baterie na kolejne dni pracy. Na koniec podziękowania dla Adama – menadżera łowiska, za pomoc w zrealizowaniu tego wyjazdu. Pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą!