Ostatnie dni w pogodzie to prawdziwy koszmar. Wiatr, deszcz, na przemian skutecznie odstraszają od wyjścia nad wodę. We wrześniu mamy listopad pełną parą… Jednak czy ktoś kto lubi łowić ryby, robi to z prawdziwej pasji może wytrzymać choćby bez chwili spędzonej nad wodą? Jest to trudne.

Wykorzystując minimalnie lepszą pogodę pewnego popołudnia tego tygodnia wybrałem się na ryby. Nie zastanawiałem się długo. Zabrałem spinning, trochę przynęt, jakąś kurtkę od deszczu i w drogę. Na najbliższy zbiornik mam kilka kilometrów, więc dość szybko znajduję się nad wodą. Nie jestem sam na łowisku. Widać, że głód wędkowania doskwiera jeszcze kilku osobom. Szybciutko montuję sprzęt. Moja taktyka łowienia nie zmienia się. Będę łowił lekko z myślą o okoniu lub szczupaku. Na pierwszy ogień idzie sprawdzony ostatnio na tej wodzie biały Jankes z żółtym ogonkiem. (Moją ostatnią relację znajdziecie tutaj). Na tyle prowokował ostatnio ryby, że odgryzły ogonek, a guma była już mocno sfatygowana. Mam jednak w zapasie jeszcze jedną sztukę, którą zakładam na główkę Gamakatsu o ciężarze 3 gram. Ta para się z sobą dobrze komponuje i jakoś jej ufam 🙂 Ruszam w kierunku końca łowiska. Jest tam już dość wąsko. Mam nadzieję, ze na spokojniejszej wodzie jest drobnica, a z nią oczywiście szczupak i okoń. Oddaje pierwszy rzut w nadziei na emocje. Obserwując wodę widzę co chwila jakiś ruch, tak jakby nieduże okonie dość intensywnie żerowały. Po kilku minutach jestem bez brania. Zmieniam więc taktykę, na nieco wolniejsze prowadzenie przynęty. Po chwili jest pierwsze uderzenie. Jednak bez efektu w postaci ryby. Było dość gwałtowne, wydaje mi się, że szczupakowe. Po chwili widzę, że znów coś ucięło ogonek… Pech. Szkoda wielka. Zaglądam więc do pudełka. Postanawiam zmienić kolor biały na nieco wyrazistszy, jaskrawy. Mam nadzieję, że taki odcień sprowokuje drapieżnika do brania. Na główkę wędruje ripper Clonay. Oddaje kilka rzutów i w kolejnym jest delikatne pukanie. Ewidentnie okoń. Ponawiam rzut, przyspieszam prowadzenie i po chwili jest na kiju. Nieduży, ale cieszy.

okoń na ripper clonay relax

Znów rzucam w  to samo miejsce i znowu pobicie. Sytuacja w ciągu 15 minut się powtarza. W tym czasie złowiłem 5 a może 6 sztuk. Jednak wszystko drobne. Wydaje mi się, że trafiłem na miejsce gdzie akurat były stadem. Mimo wszystko zabawa przednia.

Jestem zadowolony z dwóch powodów. Raz, że są jakieś brania, a dwa że pogoda pozwala jakimś cudem cieszyć się wędkowaniem. Po kilku rzutach bez uderzenia przesuwam się nieco dalej. Praktycznie w pierwszym rzucie mam ładne pobicie. Zacinam i udaje mi się wyholować szczupaka. Nie mierzę go, na oko jakieś 50-52 cm. Szybko wraca do wody.

Szczupak na ripper

Po kilku rzutach postanawiam znów nieco zmienić taktykę. Wracam do białego kopyta, tym razem z niebieskimi paskami. Oddaję kilka rzutów i w jednym z nich zaczepia się niewielki okoń. Dobry prognostyk pomyślałem. Po kilku minutach bez brania znów coś zaczyna się dziać na wodzie. Widzę, że drobnica ucieka i słyszę charakterystyczne „cmokanie”. To musi być okoń. Bez zastanowienia podałem gumę w to miejsce. Kilka obrotów korbką i strzał. Jest ładny jak na tą wodę okoń. Skusił się na pasiaka.

Okoń skusił się kopyto pasiak Relaxa na główce Gamakatsu 3 gramy

Kilka zdjęć i wraca do wody. Jestem zadowolony. Bo trudno tu o takiego okonka, choć wiadomo, że to nie gigant. Ale wiem, że muszę tu dalej pracować nad nimi bo jest sens. Po kilku rzutach pustych doławiam wreszcie jeszcze jednego szczupaczka – „miniaturkę”. Chyba to najmniejszy szczupak jakiego złowiłem. Zadowolony kończę łowienie i zbieram się do domu.

No cóż, czas na krótkie podsumowanie. Kilka okoni w tym jeden większy, dwa szczupaki, kilka pobić. Zero spinek, a to dla mnie ważne, bo widzę że dobrze trafiam i z gumą i główką. Wszystko w ciągu 2 może 3 godzin. Popołudnie jak najbardziej udane. Czekam z niecierpliwością na kolejną okazję do wędkowania.

7 KOMENTARZE

  1. Masz racje. Sam chętnie posiedziałbym jeszcze z feederem nad wodą. Jednak warunki są jakie są to trzeba ruszyć na drapieżnika. No fakt, szczupaczek mały, chyba najmniejszy jakiego złowiłem. Pewnie i grubszy jest, tylko trzeba go namierzyć 🙂 Co do tematu plecionka żyłka, to stosuję plecionkę.