No i stało się. Sezon 2018 udało się wreszcie rozpocząć. Nie jestem zbytnio przesądny ale mam nadzieję, że start sezonu 13 przyniesie mi szczęście w kolejnych miesiącach, a  co za tym idzie wędkarskich emocji nie zabraknie Miałem nadzieję, że uda się go rozpocząć wcześniej, jednak pogoda w tym roku płata nieco figla. Jako, że nie łowię ryb z lodu cierpliwie czekałem, aż pokrywa lodowa na zbiornikach ustąpi a ja będę mógł spokojnie stanąć na brzegu i zarzucić zestawy.

Pierwsze wędkowanie poprzedziło ciągłe monitorowanie sytuacji. Kartę wędkarską opłaciłem już jakiś czas temu, więc spokojnie mogłem co drugi dzień sprawdzać czy lód ze zbiornika zszedł czy też nie. Przez ostatnie dni mieliśmy wręcz wyśmienitą pogodę do „zgonienia” lodu. Ciepło, wietrzenie, trochę opadów. Lód musiał ustąpić. Niedziela – zamarznięte, ale wejść się już nie da. Wtorek – brzegi już puszczone, więc decyzja może być tylko jedna, w środę jadę na ryby.

Nad wodą melduję się około godziny 10:00. Nie ma śladu po lodzie, pogoda sprzyja, jest ciepło, w miarę słonecznie, jedyne co mnie lekko niepokoiło to dość silny wiatr. Zajmuje jednak stanowisko takie by móc nieco schować się przed podmuchami. Taktyka jaką obrałem na to wędkowanie mogła być w zasadzie jedna – łowię delikatnie. Jako, że to PZW nie spodziewam się brań nie wiadomo jak wielkich ryb. Bo raz, że raczej nie to miejsce no i dwa, chyba jeszcze nie ta pora. Postanowiłem, że jedna wędka to będzie łowienie na metodę, a na drugiej zmontuję klasyczny zestaw feederowy z koszykiem zanętowym bez rurki antysplontaniowej. W kilku słowach o samych zestawach. Na obu wędkach na kołowrotki nawinąłem żyłkę o średnicy 0,22 mm. Ktoś może powie, że za grubo, ale jak dla mnie ten rozmiar jest mocno uniwersalny. Czasami schodzę na 0,20 mm, ale tym razem pozostawiłem nieco grubszą. Do metody użyłem koszyczka Cresta o ciężarze 28 gram. Zamówiłem sobie kilka sztuk tych koszyczków o różnej gramaturze. Różnią się one od innych na rynku. Szczególnie foremka, która jest twarda i składa się z dwóch elementów. Coś nowego i myślę, że wygodnego. Będą przeze mnie testowane na pewno także w kolejnych wyjazdach.znalazłem na YT filmik instruktażowy, więc może się przyda.

Zestaw zakończony krótkim przyponem i haczykiem w rozmiarze 10, na który w założeniu mają powędrować pinki. Drugi zestaw to koszyczek okrągły o masie 15 gram zamontowany na krętliku z agrafką, pod nim stoper, tzw. skrętka, i przypon. Tym razem zdecydowałem się na gotowe przypony Gamakatsu o długości 75cm, średnicy 0,12mm i haczyku w rozmiarze 10. Zestawy zmontowane. Pora przygotować zanętę. I tutaj też lekkie eksperymenty. Do metody zdecydowałem się wybrać zanętę Profess Fishing, z serii mokrych zanęt (tzw. Ready) czyli gotowych do użycia bezpośrednio po otworzeniu opakowania. Wybór padł na Zielona betaina/Halibut. Po otworzeniu opakowania rzeczywiście mieszanki nie trzeba było domaczać. Zapach ciekawy.

profess fishing zaneta gotowa do użycia

Miałem nadzieję, że właśnie takie smaki skuszą ryby, w tej co by nie było jeszcze mocno zimnej wodzie. We frakcji zauważyłem także elementy pelletu co powinno podnieść jej atrakcyjność. Do zestawu z klasycznym koszyczkiem zdecydowałem się użyć zanęty o słodszym smaku. Wybór padł na klasykę czyli wanilię. Do zanęty dosypałem paczkę pinek, aby one też „zrobiły swoje” w łowisku. Dodam, że jako przynętę również tego dnia stosowałem tylko pinki.

zaneta i koszyki do method feeder
Zanęty przygotowane, koszyczki też czekają. Pora brać się za łowienie ryb 🙂

Pełen nadziei na pierwsze tego roku brania zarzuciłem oba zestawy. Po kilku minutach delikatne skubnięcia na metodę. Ewidentnie bawią się drobne płotki. W pewnym momencie coś pięknie zagięło wędę. W głowie już myśl, że to pewnie karpik. Ale takie branie ostre, jak w środku lata? Zacięcie i … pusto. Zwijam zestaw i moim oczom ukazuje się ucięty przypon… Czyżby szczupak? Całkiem możliwe – pomyślałem. W momencie kiedy przygotowywałem zestaw na drugiej wędce jest branie. Po krótkim holu na brzegu mam wzdręgę. Pięknie wybarwiona, grubiutka. Po kilku zdjęciach wraca do wody. Była ona zapowiedzią kolejnych brań. Co jakiś czas łowię na przemian płocie i płotki. Na 4-5 płotek wielkości palca u ręki trafia się taka powyżej 20-25 cm. O nie trudno latem.

płoc w marcu ryby w marcu

płoc na method feeder

To jest ich czas, teraz i późną jesienią. Po około godzinie wędkowania mam kolejne ładne branie. Zacinam, coś zaczyna stawiać opór. Mam nadzieje, na choćby niewielkiego karpia.

Kiedy hol zbliża się ku końcowi pod powierzchnią wody moim oczom ukazuje się … szczupaczek taki około 40-45cm, który jak szybko się pokazał tak szybko … uciął przypon. Powiem szczerze troszkę się zdziwiłem. Jednak to co działo się później przeszło moje oczekiwania. Oczywiście płocie brały dalej, ale co jakiś czas trafiały się ładne brania i … kolejne ucięte przypony. Zębacze zwariowały. Oby tak brały w maju – pomyślałem.

Łącznie miałem 8 (słownie: osiem!) uciętych przyponów. To taki paradoks. Jak się chce połowić szczupaki, nastawić się na nie, to często nie chcą brać, a jak teraz jest okres ochronny, człowiek się na nie w ogóle nie nastawia, baa nawet nieco zapomina o tym, że są, to te „biją jak oszalałe”. Jeden szczupak nawet zaatakował w płoć, którą akurat holowałem. Co z niej zostało zobaczcie sami na zdjęciu poniżej. Pokazuje to, że tego szczupaka na łowisku nie brakuje i daje nadzieję na emocje podczas majowych czy później jesiennych wypraw.

płoc zaatakowana przez szczupaka

Zwieńczeniem wyjazdu na pewno była płoć około 30 cm, która wzięła na sam koniec wędkowania. Z całej wyprawy mam kilka wniosków. Jako, że potraktowałem ją nieco testowo, to mogę przyznać, że brań na metodę może było nieco mniej, ale za to brały większe ryby. Na zestawie z długim przyponem i koszyczkiem brania były częstsze ale za to brały mniejsze ryby.

płoć na feeder płoć na koszyk

Podsumowując. Cieszę się, że udało się otworzyć sezon. Pogoda dopisała, brania były, rybki wyholowane i wypuszczone do wody. Obcięte przez szczupaki przypony na pewno mnie mocno zaskoczyły. Mam nadzieję, że pogoda pozwoli dalej pojeździć w poszukiwaniu wędkarskich przygód, chociaż prognozy nie napawają optymizmem. Mam nadzieję, że ten wyjazd był dobrym prognostykiem na kolejne wędkarskie zmagania.

2 KOMENTARZE

    • No płocie nie są rybami o których się marzy 🙂 Jednak na każdy gatunek przyjdzie czas. Zrobi się nieco cieplej to ruszy się karpik. Cieszę się, ze sezon otwarty, rybki były na haczyku, coś się działo. Oby pogoda nie pokrzyżowała planów na kolejnych dni.