W niedzielne ciepłe południe wybrałam się na pierwszy wiosenny trening na tyczkę. Podjechałam na Kanał Żerański w miejscowości Kobiałka. Prawdę mówiąc, która była wspaniała jak na wiosnę, sprowadziła ogromną ilość wędkarzy. Miałam ewidentny problem ze znalezieniem kilku metrów wolnej linii brzegowej. Po godzinie 13 skończyłam rozstawiać sprzęt i wzięłam się za przygotowanie zanęty.


Miałam możliwość wytestować zanęty firmy GoldFish. „Płoć” i „Płoć czerwona” zostały zmieszane ze sobą w proporcji 1:1. Mieszankę wzbogaciłam dodaniem konopi prażonych. Wszystko połączyłam z gliną w stosunku 1:2. Kule ulepione, można zacząć nęcić. Wrzuciłam kilka kulek ręką, pozostałą część podałam precyzyjnie kubkiem. Po wrzuceniu zanęty w wodzie tworzyła się jasna smuga, która z pewnością sprowokuje ryby. Łowiłam na lekkie zestawy. Spławiki o gramaturze 0,6 – 0,8 i haczyki o rozmiarze 18-20 sprawdziły się prawidłowo. Wygruntowałam zestawy 5 cm nad dnem. Ochotka na hak i ruszamy z tematem. Od pierwszego wstawienia tyczki zameldowała się u mnie na stanowisku ukleja (białe złoto na zawodach spławikowych, ale o tym innym razem ). Myślę, że właśnie ta tworząca się smuga na wodzie spotęgowała jej ilość pod tyczką. Dopiero po godzinie złowiłam pierwszą płotkę. Uzbroiłam topy w gumy 0,64 mm by mieć przyjemność z połowu drobnicy. Ploteczki były waleczne, było je czuć, super się bawiłam. Uciążliwą sprawą były pływające kajaki i łódki, które mąciły wodę i odstraszały ryby. Trzeba było regularnie nęcić by nie odeszła do innego wędkarza. Po trzech godzinach zerwał się chłodny wiaterek a ja musiałam wracać do domu.


Podsumowując, Kanał Żerański jest dobrym miejscem, gdzie można odpocząć, ale jednocześnie coś połowić. O tej porze roku ryba nie jest tak strasznie chimeryczna jak np.: jesienią (jednego dnia można połowić kilka kilogramów a drugiego dnia samego jazgarza ). Zanęta spisała się całkiem nieźle, jest całkowicie bez zapachowa, więc możemy sami wybrać co w kwestii zapachu dodamy. W moim wypadku były to konopie tej samej firmy, o intensywnym zapachu. Na początku wszystkie ukleje trafiały z powrotem do wody. Dopiero po złowieniu pierwszych płoci pomyślałam, że podzielę się z wami widokiem tej pięknej wiosennej drobnicy, którą uwielbia każdy tyczkarz. Podszkoliłam troszkę swoje umiejętności w technice, nie spięłam żadnej ryby. Zacięcia były pewne a wyjazdy tyczką płynne, lecz do doskonałości brakuje jeszcze wiele. Ale o to w tym wszystkim chodzi by się ulepszać a jednocześnie czerpać z tego satysfakcję i ogromną przyjemność. Wszystkie rybki trafiły powrotem do wody. Bez namowy pomogła mi w tym dziewczynka, która akurat była z rodzicami na spacerze. Należy uczyć od małego etycznego zachowania.
Ps.: Już nie mogę się doczekać następnego wypadu na ryby. Każdy się ze mną zgodzi, że to uzależnia ale w tym pozytywnym sensie.
Pozdrawiam Lui.














