Mamy pełnię okresu urlopowego i wakacji. Każdy pasjonat wędkarskich emocji wie, że gdzie lepiej spędzać czas jeśli nie nad wodą? Przecież nic na nas lepiej nie wpływa niż choćby kilka godzin regeneracji w postaci wpatrywania się w szczytówkę wędziska lub nasłuchiwania dźwięku sygnalizatora. Wychodząc z tego założenia postanowiłem wybrać się wraz z kolegami z redakcji portalu – Mateuszem i Danielem nad wodę w poszukiwaniu wędkarskich emocji. Na ten wyjazd zaprosiliśmy naszego kolegę Grzegorza, który nad wodę przybył ze swoim synem Maćkiem.

Celem naszego wyjazdu stało się łowisko Przystanek Stawy w Grębowie. Jest nam ono już znane. Kilkanaście dni wcześniej miałem przyjemność uczestniczyć tam w nagraniu jednego z odcinków programu wędkarskiego „Na ryby”. Odcinek możecie zobaczyć tutaj. Wiedziałem teraz na co się nastawiać. Spodziewałem się, że emocji nie zabraknie. Ale po kolei. Zacznę może od opisu łowiska. Samo łowisko ma 11 ha a kształtem przypomina prostokąt. Dno jest regularne, piaszczysto muliste. Średnia głębokość to 1,2 metra, a w najgłębszym miejscu jest 1,7 metra. Dominującą rybą jest karp, dlatego też najwięcej wędkarzy preferuje metodę karpiową i połów na pellety i kulki proteinowe, są także amury, jesiotry, leszcze, liny, karasie oraz sumy. Wędkowanie dozwolone jest od godziny 6 rano do godziny 20. Istnieje możliwość nocnej zasiadki. Warto więc na początek zapoznać się z regulaminem łowiska, a po przyjeździe w razie wątpliwości zapytać obsługę łowiska, która chętnie odpowie na pytania, czy tez pokieruje na odpowiednie stanowisko, a te są tutaj oznaczone.

Przystanek Stawy przed burzą
Przystanek Stawy przed burzą

Na łowisko docieramy około godziny 16:00. Jako, że wcześniej dokonaliśmy rezerwacji, nie mamy problemu z zajęciem stanowisk, które już na nas czekają. Siadamy na numerach od 9 do 12. Jeszcze w domu na to wędkowanie obrałem taktykę. Zdecydowałem się, że będę wędkował na feedery. Jednak nie chciałem iść tak do końca z duchem czasu i decydować się na łowienie „methodą” postanowiłem zrobić mały test. Jeden zestaw methoda, a jeden klasyczny, ktoś może powiedzieć, że już archaiczny zestaw z koszyczkiem zanętowym. Przygotowując się do wędkowania, jeszcze w domu nawinąłem na szpule kołowrotków nowe żyłki. To podstawa, ponieważ wiem, że ryby są tu mocne. Wybrałem żyłkę Gamakatsu G-Line w rozmiarze 0,22 mm. Dodatkowo przygotowałem sobie przypony z haczykami tej samej firmy o symbolu 3310 w rozmiarze 8 i 10. Od lat je stosuję i nie zawiodłem się. Jak już wspomniałem jeden zestaw to methoda. Zakładam do niej podajnik Cresta o gramaturze 28 gram.

sprzęt do metod feeder
Podajniki do metody, foremka, haczyka, dobra żyłka i ewentualnie gotowe przypony. Można zaczynać.

Jako zanętę wybrałem Instant pellet firmy MEUS, czyli pellet gotowy bezpośrednio po otwarciu do użycia o zapachu orzecha tygrysiego oraz drugi o zapachu wanilii. Dodatkowo jako przynętę zabrałem ze sobą pellet Hot Dragon i kulki z serii Spectrum – Scopex oraz Banan. Nad wodą trzeba być przygotowanym na różne sytuacje, tak więc w pudełku znalazły się tez większe kulki o smaku Green Apple. Jeśli chodzi o zestaw z koszyczkiem to tam miałem przygotowaną serię zanęt Marcela Van Den Eynde. Jako przynęty wybrałem serię Carpex – mini kulki, pellety pływające o smaku miodu i truskawki oraz orzech tygrysi w naturalnym smaku. Poniżej możecie zobaczyć jakie smakołyki zabraliśmy ze sobą.

Z doświadczenia wiem, że nie można zapomnieć o robaczkach, dlatego też zabieram ze sobą pinkę i barwione białe robaki. Czasami „mięsko” może nam uratować skórę.

Przystanek Stawy
W oczekiwaniu na branie

Po przygotowaniu swoich zestawów nadszedł czas na pierwszy rzut i oczekiwanie na branie. Moi kompani wyprawy łowili na zestawy mieszane, część na feedera, część nieco grubiej, na karpiówki. Początkowo mamy tylko delikatne uderzenia, tak jakby ryby nieśmiało zapoznawały się z naszymi zestawami, przynętami. Jednak z naszych obserwacji sąsiednich stanowisk widać, że coś się dzieje. Co jakiś czas komuś bierze ryba i ktoś wyciąga na brzeg przeważnie karpie. Wiemy jednak, że i nasze 5 minut przyjdzie. Mamy przecież przed sobą praktycznie 24 godziny wędkowania. Po około godzinie czasu jest pierwsze branie na zestaw z koszykiem zanętowym. Ryba ładnie walczy ale udaje mi się ją wyholować jest to karp w okolicach 3,5 kg. Skusił się na małą kuleczkę Carpexa o smaku truskawki. Po tym braniu na niebie zaczynają pojawiać się chmury zwiastujące burzę. W oddali słychać, że jest niespokojnie. Nie panikujemy jednak, ponieważ wiemy, że obok są altanki, jest budynek łowiska, gdzie w razie czego możemy się schronić. Rybom jednak zmiana pogody nie przeszkadza. Po chwili jest kolejne branie, tym razem na pellet Hot Dragon. Po zacięciu od razu ryba wyskakuje z wody. To jesiotr. Niestety nie udaje mi się go wyholować, ponieważ jakieś 5 metrów od brzegu schodzi z haka. Trudno, spinki też są wkalkulowane w wędkowanie. Około 19:30 nadchodzi burza. Nie ryzykujemy, wyciągamy wędki z wody i chronimy się w jednej z altanek, których wokoło łowiska jest kilka. Po przejściu burzy powracamy na stanowiska. Jest już późny wieczór. Co chwila słychać jakieś spławy.

Przystanek Stawy w nocy
Nocka przyniosła kilka ryb

Woda się dotleniła, ryba wyraźnie żeruje. Nocka należy do Mateusza. Wyciąga on 9 karpi, jednak nie są to giganty, bo w przedziale od 3 do 6 kg. Cieszymy się, że są brania. Nawet 6 letni Maciek, dla którego był to debiut nad wodą dzielnie nam towarzyszy do późnych godzin. Widać, że jest podekscytowany i chyba udaje się w nim „zaszczepić wędkarskiego bakcyla.” Pozostała część ekipy dorzuca jeszcze 5 karpi. Brania mamy w zasadzie na wszystko. Po nastaniu poranka każdy z nas ma nadzieję, na dalsze emocje. Około godziny 5:30 staje się coś, czego nikt z nas jeszcze nie doświadczył. Mam branie, zacinam i spokojnie holuję rybę, jednak na stanowisku obok, u Mateusza także następuje potężne branie. Słychać piękne granie sygnalizatora, żyłka wysnuwa się z kołowrotka, nagle w pewnym momencie wędka … wystrzeliwuje z podpórek i wpada kilka metrów dalej do wody. Odbyło się to z niesamowitym impetem. Popatrzyliśmy tylko jeden na drugiego ze zdziwieniem. Była wędka i jej nie ma…

Słyszeliśmy opowieści, że to standard tutaj, jednak nie sądziliśmy, że tego doświadczymy. Za błędy się płaci. Po chwilowej konsternacji powracamy do łowienia, jednak ze znacznymi stratami w sprzęcie. Wzmaga się wiatr i jak na lipiec jest chłodno. Brania jednak są co jakiś czas. Około godziny 11:00 Mateusz postanawia ściągnąć zestaw i zmienić przynęty. Jednak jakieś 10-12 metrów od brzegu natrafia na opór. Okazuje się, że … zaczepił tę wciągniętą kilka godzin wcześniej wędkę. Wynurzyło się jej z wody około 2 metrów. Niestety nie udaje nam się jej „podholować” do brzegu. Mimo to orientacyjnie wiemy gdzie leży. Po uzyskaniu zgody od managera łowiska Grzegorz jako ochotnik (w tym miejscu jeszcze raz wielkie dzięki) wchodzi do wody w jej poszukiwaniu. Po kilku chwilach udaje mu się ja znaleźć i szczęśliwie wraca do brzegu. Przekazuje mi kija i tu kolejne zdziwienie… na końcu jest jeszcze karp! Co to była za akcja. Zobaczcie filmik z akcji ratunkowej 🙂 https://www.facebook.com/angloocom/videos/985111608258743/

Po krótkim holu w podbieraku melduje się nieduży karp, sprawca całego zamieszania.

Karp wciąga wędkę
Karp, który wciągnął wędkę jest już na brzegu
Łowienie karpi na Przystanku Stawy
Każda ryba tej wyprawy nas cieszyła
Ryba karp
Najmłodszy uczestnik naszej wyprawy Maciek także był zadowolony
Karp na orzech tygrysi
Ten karp złowiony został na orzech tygrysi Carpex

Już teraz zapraszamy wszystkich do obejrzenia filmu z naszego wyjazdu, który pojawi się na naszym kanale na portalu Youtube. Wyjazd oceniamy na bardzo duży plus. Świetne łowisko, dobra pogoda, niezapomniane emocje, bardzo dobre brania ryb, czego chcieć więcej? No i chyba rośnie nam kolejny wędkarz – Maciek, któremu najbardziej spodobało się wypuszczanie ryb. Zachęcamy do odwiedzania łowiska Przystanek stawy i pamiętajcie, pilnujcie sprzętu! 🙂

Pełna galeria z wyprawy:

6 KOMENTARZE

  1. Gratuluje Wam udanego wyjazdu. No z tą wędką ładna akcja. Mnie tez kiedyś zrzuciła ryba ze stojaka wędkę, ale spadła blisko brzegu, więc nie zdążyła odjechać Mam jeszcze pytanie, czy na tym łowisku można wedkować we wrzesniu, bo wybieram się w tamte strony, wiec może być zahaczył. Pozdro

  2. Widzę, że ładnie połowiliscie. Raz miałem okazję tam wedkować. Miło wspominam. Byłem bodajże gdzieś od strony lasu. Mam pytanie. Stosowaliscie metodę drgającej szczytówki. Co było skuteczniejsze, ten pellet instant w podajniku do metody, czy klasyczna zaneta podana w koszyczku. Bo zanętę mieliscie z górnej półki.

    • Zapewne byłeś od drugiej strony, naprzeciwko parkingu. Co do różnicy w braniach, to nie widziałem jej, podobnie z wielkością ryb. Brania były zarówno na metode jak i klasyczny koszyk z zanętą. Także śmiało możesz stosować oba sposoby. Co do zanęt, to po prostu rybki na Przystanku Stawy lubią zanęty tych producentów.