Wiosna to świetny czas do wędkowania. Nie tylko przyroda budzi się do życia, ale i my zastani nieco w zimowej rzeczywistości budzimy się dzięki słońcu i coraz cieplejszym dniom. Zachęcony bardzo dobrą pogodą, świetnymi prognozami postanowiłem wybrać się nad wodę w celu inauguracji sezonu wędkarskiego 2016.

Nie zastanawiałem się zbyt długo gdzie jechać, a wybór padł na jeden z moich ulubionych zbiorników – zalew Zochcinek. Jest to zbiornik PZW Tarnobrzeg. Panuje na nim zasada „złów i wypuść” co powoduje, że rzeczywiście tej ryby jest sporo co gwarantuje wędkarskie emocje. Łowiłem tam nie raz i nauczony doświadczeniem poprzednich wyjazdów z przed roku czy dwóch wiedziałem, że jest szansa nieźle połowić, ale zdawałem sobie też sprawę z faktu, że wielokrotnie to woda była górą.

Kilka minut po godzinie 6:30 jestem na miejscu. Poranek chłodny, w powietrzu czuć jeszcze taką wilgoć. Nad wodą nie ma wędkarzy. Zajmuje więc stanowisko i powoli przygotowuję się do wędkowania. Dzień wcześniej odkurzyłem sprzęt, oczywiście wymieniłem żyłki, zawiązałem nowe haczyki, przygotowałem zanętę oraz przynęty. Zabrałem ze sobą feedery. To moja ulubiona metoda wędkarska, dlatego też najczęściej właśnie te kije towarzysza mi podczas wędkarskich wypraw. Powoli rozkładam wędki, zakładam haczyki bezzadziorowe, przygotowuję zanętę. Zastanawiałem się jakie zabrać ze sobą przynęty. Z jednej strona wiosna każdy mówi, żeby łowić delikatnie na jedną dwie pinki, z drugiej strony ryby, które tu pływają są duże, więc może lepiej zaryzykować i dać nieco mocniejszy zestaw? Trzeba było pójść na kompromis. Jeden zestaw pójdzie włosie (z myślą o karpiu), drugi na żyłce głównej 0,20mm przyponie 0,115 mm i niedużym haku z nadzieją na brania karasia, płoci, leszcza czy lina. Z przynęt jakie zabrałem ze sobą były pinki, białe robaki, pellet, kukurydza i cała gama czerwonych robaczków.

Czas na zarzucenie zestawów. Pierwszy na pellet Arctic Krill, drugi na pinkę. Pierwsze minuty mijają spokojnie. Po około 20 minutach wyczekiwania udaje mi się złowić płoć.

Płoć z gruntu, jak złowić płoć, płoć wiosną
Pierwsza tegoroczna ryba

Pierwsza ryba w tym sezonie cieszy i daje nadzieje na kolejne ryby. Po kilku chwilach wreszcie branie na pellet. Szczytówka wędziska ładnie się wygina jednak zacięcie okazuje się puste. Można skwitować to prostym stwierdzeniem nieco humorystycznie „brak treningu”. Kolejne branie na pellet równie ładne mam za dosłownie kilka minut. Tym razem skuteczne zacięcie i po kilku minutach w podbieraku mam karpia. Miarka wskazuje 47 cm. Ładnie 🙂 karp z gruntu, karp na feedera, karp wiosną Nad wodą zaczyna się robić coraz tłoczniej ponieważ mocno świecące słońce zachęca do choćby krótkiego wypadu nad wodę. Postanawiam zmienić nieco taktykę. Widząc, że nie mam brań na pinkę postanawiam założyć na hak czerwone robaki. Na efekt nie czekam długo. Piękne zagięcie wędki, które o mało co nie ściąga mi jej z podpórek. Zacięcie i mam rybę. Po chwili okazuje się, że to piękny japoniec – 39cm. Zdjęcie i chlup do wody. Po zarzuceniu zestawu na kolejne branie nie muszę długo czekać. Znów czerwony robak w roli głównej. Ładne branie, zacięcie i na brzegu mam lina – 37cm.

lin na czerwone robaki, ling z gruntu, lin na feedera
Lin na czerwone robaki

Kolejne 20 minut mija bez brań. Około 10:00 w przeciągu dosłownie 10 minut udaje mi się złowić jeszcze jednego japońca – 38cm i pięknego lina 39cm. Znów brania na czerwone robaki. Ostatnie branie tym razem na pellet mam przed godziną 12. Na brzegu melduje się kolejny japoniec.

karaś z gruntu, karaś na feeder, karaś na czerwone robaki

Do 14 bez brań. Pora zwijać zestawy. Nad wodą coraz więcej osób. Jedni za karpiem inni tak jak ja za różnymi rybami. Podsumowując ten wyjazd nie można być niezadowolonym. Pierwsze koty za płoty. Strzałem w dziesiątkę okazało się zabranie nad wodę czerwonych robaków. To one dzisiaj rządziły i rybki najchętniej na nie brały. Mam nadzieję, że niedługo znów będzie dane mi cieszyć się wędkarskimi emocjami. Do zobaczenia nad wodą!

2 KOMENTARZE