Wybrałam się wraz z nowym narybkiem Koła Cieksyn na krótkie wędkowanie. Mateusz jest bardzo uzdolnionym chłopcem, szybko się uczy i wykazuje ogromne chęci do wędkowania. Dziś postanowiłam, że nadszedł czas na zapoznanie go z łowieniem na tyczkę. Wybraliśmy się nad Kanał Żerański, gdyż dominuje tam drobnica, idealna na to by stawiać swoje pierwsze kroki z tą metodą wędkarstwa. Pogoda niestety nie sprzyjała. Miałam wątpliwości czy jest w ogóle sens przyjeżdżać. Deszcz i porywisty wiatr to nie za ciekawe połączenia. Trzeba było jednak zaryzykować. Po przyjechaniu na miejsce okazało się ze drzewa chronią przed podmuchami, a podczas łowienia towarzyszyła nam momentami tylko mżawka.

To było pierwsze podejście Mateusza. Na początku wraz z tatą Marcinem przygotowali swoje stanowisko (rozstawienie siedziska itp.). Młody nauczył się rozkładać tyczkę, zakładać zestawy i gruntować. Obchodził się ze wszystkim jak jajkiem, ale to dobrze ;. Nie było potrzeby go przeciążać, 9 m na początku wystarczy. Do wędkowania przygotowałam kilka zestawów gramatury 1-2g. Śruciny rozmieszczone standardowo 5,10,15. Jest to dobre rozwiązanie, gdyż przynęta opada wachlarzem a na dodatek nic się nie plącze.

Nęcenie kubkiem dla dziecka jest trudną czynnością, z małą pomocą zsuwając po kolanie Młody zanęcił. Zanęta była dość standardowa jak na tą wodę (Gold Fish Uniwersalna + Sensans Gros Gardons, wszystko 1:1 z gliną Argile). Nie było możliwości nie łowić ryb. Zanęta pachniała bardzo intensywnie i w miarę mocno pracowała. Rybki zostały znęcone. Jednak tak jak przewidywałam była tylko sama drobnica, ale to naprawdę dobrze, nie ma co na początku szaleć. Trzeba nauczyć się podstawowych reguł.
Mateusza szybko nauczył się wyprowadzać i wstawiać zestaw, na koniec robił to już dosyć sprawnie jak na kadecika. Ważne jest też przy zacięciu i holowaniu ryby mieć napiętą żyłkę, inaczej zepnie się i mamy rozczarowaną minę. Młody dawał sobie naprawdę nie źle radę , jak na pierwszy raz. Najważniejsze, że chce łowić.

Rozstawiłam się obok, czy przypadkiem nie ma nic większego pod tyczką. Niestety, ani nad dnem ani na styk a nawet lekko prze gruntowany zestaw nie sprowokował większych okazów. Drobnica zdominowała całkowicie kanał. Nawet u okolicznych wędkarzy nic ciekawego nie padło. Ale tak to już jest czasami ryba dopisze a czasami woda skromnie nad przywita. Ale nie to jest najważniejsze w tym wszystkim. Tu rozchodzi się o przyjemność i chwilę relaksu (najlepiej w doborowym towarzystwie).

Do siatki Mateusza trafiały krąpiki, nieliczne “ostre” płotki (szykują się na tarło), a także dłoniaste leszczyki. Miał niezłą frajdę, gdy tylko trzymał się porad moich i swojego Taty wyciągał rybki. Po wyciągnięciu i symbolicznym zdjęciu chłopak wypuścił rybki, zasada C&R I TAK TRZYMAĆ 🙂
Jestem ogromnie dumna z tego dzieciaka. Mało kto naprawdę by sobie tak poradził za pierwszym razem. Jeśli będzie sumiennie trenował, może być naprawdę dobrym zawodnikiem, zobaczymy jak poradzi sobie na kołowych zawodach, które na Wkrze odbywają się już 1 Maja. Pamiętam swoje początki, minęło troszkę czasu jak miej więcej nauczyłam się podstaw. Nawet teraz, nieraz zdarza mi się popuścić żyłkę podczas holu.

Wędkarstwo to sport dla każdego. Nie ważny jest wiek ani płeć ;). Jedyną ważną rzeczą jest chcieć tego. Jeśli już się w to wciągniesz to nie tak łatwo z tego nałogu nie wyjdziesz :P. Zachęcam zabierajcie swoje pociechy nad wodę, to może ich wiele nauczyć między innymi: odpowiedzialności, samodyscypliny jak i cierpliwości, a także jest to o wiele lepsza alternatywa nad spędzeniem wolnego czasu przed telewizorem jak i komputerem.

Ps.:Chciałam bardzo Mateuszowi i Marcinowi za spędzenie miłego popołudnia. Oby więcej wspólnych wypadów.
Pozdrawiam Lui.