Wędkarz doskonały cz.10. Szczęście w nieszczęściu czyli jak pokochałem casting cz.2-Spincast

Spincast to kołowrotek niezbyt popularny w Polsce. Za to w stanach zjednoczonych łowi się na niego dosyć często. Od zwykłego kołowrotka różni go przede wszystkim to ze w miejscu szpuli jest wielka, najczęściej srebrna “bańka” z dziurą na górze . Przez nią wchodzi żyłka. Pod bańką znajdują się trzy bolce które obracają się na kapslu i nawijają ją na stałą szpule. Tego rodzaju Kołowrotek występuje w dwóch wersjach. Castingowej i nieco mniej popularnej, wyglądającej jak zwykły kołowrotek z owym kloszem w miejscu szpuli. W pierwszym żyłkę zwalniamy przyciskiem a w drugim specjalną dźwignią. Taki kołowrotek jest swoistą ciekawostką. Pozwala na bardzo komfortowe łowienie zestawem castingowym bardzo małymi przynętami, nawet w bardzo małych, zakrzaczonych rzeczkach. Oczywiście można łowić na lekko zestawem z multiplikiem. Niestety ze względu na jakość i cechy wymagane w lekkim łowieniu jest on dość drogi. Dodatkowo zarzucanie multiplikatorem wymaga nieco miejsca na “rozpędzenie” przynęty. Spincast nie ma tego ograniczenia gdyż żyłka spada swobodnie ze szpuli. W tym artykule postaram się opowiedzieć wszystkie cechy posługiwania się spincastem.

casting

 

Swojego spinncast’a dostałem jeszcze w podstawówce. Kolega chwalił się ze to multiplikator. Ja już wiedziałem jak multik wygląda dlatego coś mi tu nie pasowało. Kołowrotek leżał w szufladzie wiele lat. Starzał się nie używany i czekał na swój moment. Aż do momentu, kiedy oddałem multiplikator do naprawy zostając bez kołowrotka. Dodam ze po jakimś czasie używania multiplikatora zauważyłem że często niemożliwe jest zarzucanie w trudne miejsca małymi wabikami. Bardzo mi to przeszkadzało bo moimi głównymi łowiskami są niewielkie rzeczki gdzie często trzeba wędkować wśród zarośli albo rzucać spod siebie tuż pod nawis itp. Po serii prób okazało się że tym kołowrotkiem można rzucać przynęty typu 3 cm woblerki i jeszcze mniejsze na spore dystanse. A więc betoniarka okazała się strzałem w dziesiątkę. Mogłem wędka castingową rzucać malutkimi przynętami bez nerwów. To dlatego że konstrukcja spinncasta różni się również od multiplikatora. Cały rzut polega na tym że naciska się przycisk na dole kołowrotka i przytrzymuje. Wtedy podniesiony kapsel dociska żyłkę do obudowy a druty chowają się. Pozwala to na swobodny spływ żyłki jak w zwykłym kołowrotku. Po wymachu puszczamy przycisk w odpowiednim momencie i przynęta leci do wody. Dlaczego? Bo kapsel opada luzując żyłkę a ta wylatuje przez dziurkę z przodu bańki. Kołowrotek uruchamiamy obrotem korbki tak jak multiplikator. Wyskakują wtedy bolce z kapsla, żyłka się za jeden zaczepia i nawija na szpule. Dodatkową zaletą takiego kołowrotka jest fakt ze nigdy nie płacze żyłki. Po prostu nie ma się o co zawinąć, zakleszczyć. Nie robią się żadne brody czy inne uporczywości. Przydaje się to w praktyce nad wodą. Przykładowo przynęta poleciała da rugi brzeg. Nim upadnie w jakieś szuwary możemy szybko zakręcić korbką i żyłka szybko nam się nawinie stopując przynętę. Spinncast ma jedną wadę. Przy nawijaniu żyłki musi jej być tyle by wypełniała szpule prawie pod sam dekiel. Jeśli żyłki jest za mało to przy rzucie hamuje ją rant. O ile w zwykłym kołowrotku za mało żyłki tylko skraca rzuty to w spinncaście często wręcz uniemożliwia. Przy zarzuceniu linka pokonuje duży opór na krawędzi szpuli. Wtedy wręcz czepia się rantu i przynęta w połowie drogi robi “stop!” rozwiązaniem jest nawiniecie odpowiedniej ilości podkładu np. ze starej żyłki. Rzut spinncastem jest podobny do obsługi multiplikatora. Żyłkę zwalnia się przez naciśnięcie kciukiem przycisku. Przytrzymując go podnosimy obracający się dekiel który dociska linkę do wewnętrznej strony bańki. Wykonujemy zamach i zarzucamy. Żyłkę zwalniamy kiedy go puścimy. Jego naciśnięcie powoduje schowanie się owych bolców i żyłka może swobodnie spadać ze szpuli. Dodatkowo w czasie rzutu mamy możliwość zahamowania przynęty również przez jego naciśnięcie. Kolejną zaletą jest to ze możemy rzucać spod siebie trzymając żyłkę w drugiej ręce. Zdarza się tak np. kiedy chcemy wrzucić przynętę pod  jakiś nawis, gałąź czy w każdej innej sytuacji gdzie wymagane jest ciche i precyzyjne wrzucenie jej w niezbyt odległy cel. Wszystkie te cechy umożliwiają łowienie np. w małych rzeczkach kiedy nie ma miejsca na wymachy zza głowy.

kołowrotek castingowy

Kołowrotek pozwala na precyzyjne umieszczanie przynęt wśród zarośli czy nawisów. Umożliwia rzuty spod siebie i strzały szczytówką na małej przestrzeni na co nie pozwala tradycyjny Casting. Kołowrotek uruchamiamy przez obrót korbki. Wcześniej luźne bolce wskakują na swoje miejsce a jeden z nich zaczepiając o żyłkę i nawija ją na stała szpule która obraca się jedynie gdy uruchamia się hamulec. Zauważyłem też że na kiju castingowym ze spinncastem przynęty fruwają w bardziej stabilny i…nieco efektowny sposób. Tak jakby ostro przecinały powietrze. Rzuty są też bardzo precyzyjne i celne, nawet w przypadku łowienia malutkimi i lekkimi woblerkami. Wiem ze brzmi to trochę skomplikowanie jednak w praktyce obsługa tego sprzętu jest wyjątkowo prosta. Wystarczy kilka prób by wyczuć ten moment puszczenia przycisku. Gdy to opanujemy, używanie spinncasta będzie dla nas czystą przyjemnością. Czasem zabiorę jakiegoś nie wędkującego znajomego nad wodę, ot dla towarzystwa. Zawsze pozwalam im porzucać i za każdym razem nie mogą wyjść z podziwu. Każdego dziwi frajda i łatwość łowienia czy zarzucania.

spinn

Obecnie mam łowię kołowrotkiem Shakespeare-Synegry Titanum w rozmiarze…20. Ogólnie spinncasty są niedostępne w Europie i można je kupić praktycznie tylko w USA. Wiąże się to z dość drogą przesyłką i długim okresem oczekiwania. Na szczęście moi znajomi mieszkający w Stanach wracali do Polski. Niestety wysyłając im link z modelem, nie miałem pojęcia o co chodzi w opisie wielkości. Potrzebując narzędzia do łowienia na przynęty 3-8cm i kuszeniu okoni czy kleni lekkim zestawem sądziłem ze te 20 odpowiada “naszej” wielkości 2000 i będzie to niewielki kołowrotek idealnie pasujący do takiego lajtowego zestawu. Okazało się jednak że ta 20 to największy możliwy rozmiar. Młynek odpowiada “normalnemu” kołowrotkowi o rozmiarze 3500 albo nawet 4000. Na początku trochę się wkurzyłem myśląc ze kupiłem bezużyteczną rzecz. Sądziłem ze jego duża masa tak obciąży zestaw ze będzie się łowiło po prostu niewygodnie i topornie. Dlatego na początku wręcz nie widziałem dla niego zastosowania. Jedyny pomysł jaki mi przyszedł do głowy to nawinięcie żyłki np. 0.35 i łowienia średnimi przynętami szczupaków czy sandaczy. Jednak los sam zadecydował o jego przeznaczeniu. Moja stara betoniarka dokonała w końcu żywota. Po prostu w końcu się zużył ze starości. Zostałem więc bez wyjścia. Nie opłacało mi się kupować następnej maszynki bo musiał bym bardzo długo czekać na przesyłkę a jej cena plus cło z USA zapłacę krocie. Wręcz koszty sprowadzenia takiego sprzętu wyniosły by prawie połowę jego wartości. Ryzyk-fizyk, pomyślałem. Nawinąłem żyłkę 0,16 i poszedłem na testy. Ku mojemu zaskoczeniu i radości okazało się że mimo wielkości wcale nie wpływa negatywnie na komfort łowienia. Wręcz przeciwnie. Z racji na wielkość i średnice szpuli kołowrotek pozwala na naprawdę dalekie rzuty niewielkimi przynętami. W żaden sposób nie przeszkadza mi też jego masa. Założony na mój lżejszy casting (Caperlan Axion 10-30gr) wspaniale wyważa kij. W żaden sposób nie utrudnia ani nie obciąża ruchów. Dlatego sprawia ogromną frajdę z łowienia. Jedyną wadą tego kołowrotka jest brak możliwości stosowania plecionek. Ze względu na schemat rzutu, linka bardzo szybko się przeciera o kapsel i otwór w kopule. Na dodatek spinncast ma ciekawą cechę. Zwoje żyłki nie układają się ciasno na szpuli i są lekko luźne. Inaczej jak w zwykłym kołowrotku. Gwarantuje to luźny jej spadek przy rzucie poprzez swoiste rozprężenie. Natomiast luźna plecionka kleszczy się swoje luźne zwoje i uniemożliwia rzuty. Jest miękka i nie rozpręża się przy rzucie. Jest to tylko moja teoria gdyż plecionkę próbowałem łowić tylko raz właśnie z marnym skutkiem. Ale jeśli chcecie to możecie próbować.

Wszystko to skłania do stwierdzenia ze spinncast to świetny kołowrotek. Ma masę zalet. osobiście, po kilku latach stosowania nie jestem w stanie wymienić jakiejś wady. Łowi się nim bardzo przyjemnie i komfortowo. Moim zdanie również wygodniej od tradycyjnego spiningu. Pozwala na dalekie i precyzyjne rzuty lekkimi przynętami nawet na zarośniętych rzeczkach przy zastosowaniu wędki z pazurem. Nie plącze żyłki ani jej zbytnio nie skręca. Poza tym ma prostą budowę co pozwala na konserwacje w domu, bez specjalistycznych serwisów. Dlatego jeśli komuś nie przeszkadza problem kupowania czegoś w stanach ani cena i czas przesyłki to niech kupi sobie taki prezencik. Na prawdę warto!

4 KOMENTARZE

  1. Prowadzisz ciekawy cykl artykułów. Bardzo fajnie się je czyta i widać, że wysnuwasz teorie na podstawie własnych doświadczeń a nie oklepanych fraz krążących po internecie. Czekam z niecierpliwością na kolejną część wędkarza doskonałego.