No za co to to kochać? To łowienie? Same negatywy. Ukąszenia komarów w ciągu sezonu można u nas liczyć w milionach. A przedzierając się przez jeżyny nie raz nie dwa kolec wbije się w nogę i przedrze ją do krwi. A potem taka ranka nie boli ale gryzie i denerwuje cały dzień. No a taka sytuacja. Podchodząc do wody przez szuwary mamy wrażenie że brzeg jest stabilny i twardy. Nagle tracimy kontakt z podłożem bo, jak się okazało, trawy skutecznie zasłoniły miejsce w którym zaczyna się woda. No i plusk! Lądujemy cali w wodzie,przez drogę wypowiadając wszystkie łacińskie słowa jakie znamy. Jeszcze w lecie to najwyżej ryby sobie wypłoszymy,bo taka kąpiel to niejednemu by się przydała. Ale nie teraz!!! Nie w listopadzie! Na termometrze plus 4. Deszcz,wiatr i w ogóle armageddon. A potem zamiast wrócić do domu i grzać się od piersi żony żeby nie zachorować ,to łowimy dalej. Przez dwie godziny czeszemy bezowocnie dany odcinek rzeki. A same ryby? Nie dość ze śmierdzą,są oślizłe to jeszcze czasem niebezpieczne. Co prawda nie żyjemy nad amazonią gdzie nawet sikanie do wody może skończyć się tragicznie, ale każdy z nas został pogryziony przez szczupaka. Niejednokrotnie nadzialiśmy się na kolce okoni, o trudno gojących się ranach po skrzelach jazgarzy nie wspomnę. Do tego rany te kłute po hakach albo te cięte na palcach po ostrym nożu. No i godziny biczowania wody bez ryb ba nawet bez brania czy odprowadzenia. Deszcz,śnieg,żaby,wiatr,mróz albo skwar lejący się z nieba. A my wędkarze i tak zrywamy się nieraz jeszcze po ciemku i pędzimy na ryby tylko po to by przemóc,przemarznąć i nic nie złowić.

No za co tu kochać wędkarstwo? No za co?
Za te magiczne chwile. (Bo nie tylko o ryby chodzi)

Spacerując wzdłuż rzeki uwielbiam patrzeć na misterię przyrody. Jętki w swoim tańcu wznoszą się jak aniołki i opadają na rozpostartych skrzydłach tak stabilnie. Aż dziw bierze że im to tak fajnie wychodzi..Albo słońce jak przebija się przez korony drzew i pada w postaci milionów drobnych iskierek na sfalowaną wodę. Nieraz warto usiąść na brzegu i posłuchać koników i świerszczy,zadumać się ,uśmiechnąć do samego siebie. Wędkarz to taki trochę wariat. Czasem zamiast łowić ryby, obserwowałem pszczoły i trzmiele uwijające się wśród polnych kwiatów. Albo jak mrówki drą do kopca potężnego pasikonika. Pięknie jest również zimą,kiedy wszystko jest białe. Dno rzeki już jesienią robi się czarne więc w dni pochmurne na tle śniegu wygląda przepięknie. Uwielbiam też wyżowe i mroźne dni,kiedy na niebie nie ma chmurki a śnieg skrzy się i oślepia tak że bez ciemnych okularów nie ma co iść na ryby. A kiedy wszystko jest pokryte wczorajszym śniegiem, wygląda na prawdę przepięknie.

Za radość:

Od jakiegoś czasu porzuciłem praktycznie bezpowrotnie mikroskopijne paproszki,gramowe dżigi, 2 cm woblerki na rzecz przynęt średniej wielkości. Po prostu za młodu byłem omamiony artykułami z gazet,w których autorzy opisywali mikrołowienie. Jednak wyniki nie okazywały się jakieś rewelacyjne.Co prawda wtedy okoni w rzece było dużo więcej i na mini świsterki,riperki złowić można było złowić ich nawet 50 ale były w większości małe. Do to nie łowiłem za często szczupaków, a jeśli już się trafiły to były to 25-30 cm pistolety. Nie wiedziałem dlaczego tak się dzieje ale teraz już wiem. Szczupaki jak z resztą i duże okonie,nie lubią mikroskopijnych przynęt. A to dlatego ze wysiłek w dopadnięciu takiej zdobyczy jest większy od kalorii które ta ofiara posiada. Oczywiście zdarzają się sporadyczne przypadki takiego ataku ale raczej można to traktować jako regułę.

Moim głównym łowiskiem jest mała rzeczka o szerokości maksymalnej 10 metrów,o charakterze nizinnym. Mimo ze płynie dziko pośród łąk i lasów,nie występują w niej pstrągi. Powyżej oraz poniżej mojego łowiska przegradzają ją zalewy w których żyją ryby karpiowate oraz okonie i szczupaki. Z tąd ryby raczej nizinne w takim łowisku. Wzdłuż rzeki rosną drzewa,chaszcze i jeżyny przez które trzeba się przedzierać. Zważywszy na niewielka szerokość oraz trudność terenu łatwiej poruszać się z krótka wędką. Dlatego na mojej rzece używam wędziska 180cm do ok 20 gr wyrzutu. Można nią wykonać bardzo długie i precyzyjne rzuty. Wręcz mogę powiedzieć że”rzucam do celu”. Jest świetne do 7-10cm woblerów o przeciętnej masie 10 gr,tonącego slidera 6cm(moje ostatnie odkrycie-rewelacja! Polecam!). Jest również wspaniałe do dżigowania 5-7 cm gumami na 5-7 gramowych główkach jak i do 7 centymetrowej 10 gramowej smukłej wahadłówki. ryba I właśnie o jej prowadzeniu chce powiedzieć kilka słów. A jest to przynęta o której wielu wędkarzy zapomina,wręcz nią gardzi. “A bo taki kawałek blachy to szczupaki pewnie już tyle razy widziały i wiedzą że to niejadalne” a to nie prawda. Wahadłówki są na prawdę skuteczne. Nie lubię szerokich gnomowatych modeli, za to uwielbiam smukłe błystki. Mors czy wydra to modele które prowadzi się bardzo fajnie. Warto przeciągnąć ją po płytkiej wodzi i sprawdzić jaka prędkość jest dla danej blachy odpowiednia. Proste prowadzenie to nie wszystko. Ja najczęściej po rzucie odczekuje chwilkę niech opadnie na daną głębokość. Potem zaczynam prowadzić dłuższymi i krótszymi szarpnięciami,podciągnięciami,pauzami. czasem zwijam też jednostajnie by zaraz raptownie pstryknąć szczytówką w górę następnie dwa nieregularne slajdy szytówką w dół,pauza i znowu od początku. Zauważyłem że błystka po każdym szarpnięciu odjeżdża,skacze albo wykonuje jeszcze jakiś inny, bliżej nie określony ruch który do złudzenia przypomina ogłupiała,chorą rybkę która ma problem z normalnym płynięciem. Takie łowienie dostarcza mi dodatkowo masę frajdy. Obserwując przynętę przez polaroidy widzę jak pracuje i kombinuje jak by tu ją poprowadzić żeby pracowała jeszcze naturalniej. Największą radość daje mi właśnie takie kombinowanie. Oczywiście wykonuje również kilka klasycznych przeciągnięć bo przecież takie prowadzenie również czasem okazuje się skuteczne.
I np. taka sytuacja: długi rzut moją ulubioną wahadlówką w dól rzeki,3 sekundy na zatonięcie i pyk pyk dwa podbicia szczytówką i dwa obroty korbką,długi slajd wędką. Pauza,slajd i szarpnięcie. Oczywiście cały czas żyłkę nawijam na kołowrotek. Po kilku metrach takiego prowadzenia widzę wir na wodzie. Ale brania nie czuje. Nie trafił. Klnę w duchu. Ale prowadzę dalej. Jeszcze dwa szarpnięcia i mam takie uderzenie że hamulec ustawiony do żyłki 0.18 zagwizdał a wędka wygina się w łuk… (Zobacz też ranking 5 najlepszych obrotówek na szczupaka)
No i za ryby:

Siedzi! Walczy parę metrów ode mnie ale uderzył tak mocno ze raczej zapięcie jest pewne… Niestety skubaniec wchodzi w tatarak. I co tu robić? Zaplątał się tak ze ani ja ani on nie mamy możliwości manewru. Rozglądam się na boki i widzę jakieś suche gałęzie nieopodal. Kładę więc wędkę na brzegu. Kabłąk dla pewności zostawiam otwarty i idę po jakiegoś drąga. Po powrocie staram się całe to zielsko jakoś wywlec z wody by uwolniło żyłkę. No i po kilkunastu minutach zmagań udaje się. Haaaa szczupak robi odjazd jak szalony. Ale nie ze mną te numery. Pewnie stopuje i przyciągam do brzegu. szczupak na spinningTu pojawia się kolejny problem. Nie mam ze sobą pobieraka a wzdłuż całego brzegu rośnie tatarak. Z kolei tam gdzie go nie ma,brzeg jest tak wysoki że nie mam szans podebrać ryby. Na szczęście jak uwalniałem zaplątanego szczupaka w szuwary to drągiem trochę tych tataraków i innego zielska udało mi się wydrzeć z wody. Więc wprowadzam go ślizgiem w ten wolny od roślin korytarz i łapię pod skrzela. JEST MÓJ!!! Miara:51 cm ot taki fajny kilogramowy. Ech że wtedy nie miałem aparatu ze sobą. Teraz jeszcze kilka sekund na zachwyt i najważniejsze. Podchodzę z rybą do wody ale… szlak mnie trafia bo nie mam go jak wypuścić tak,żeby ładnie odpłynął. Więc staje na tym wysokim i wolnym od szuwarów brzegu i jakoś pokracznie, trochę wkładam a trochę wrzucam go do wody. Jeszcze na do widzenia ochlapał mnie wodą. Mierzenie nie zajęło mi dłużej jak 2-3minuty więc ryba w świetnej kondycji wróciła do wody. Może to nie była wymarzona metrówka ale każda sztuka niezależnie od wielkości jest jakby wisienką na torcie. Ukoronowaniem wyprawy na ryby. I taką też powinna być dla każdego wędkarza doskonałego.

Przeczytaj także część 3 artykułu. Znajduje się tutaj.

10 KOMENTARZE