To był najgorszy dzień w moim życiu!!! Nigdy już nie pojadę nad tą rzekę łowić pstrągów!!! przysięgam. A tyle przekleństw i obelg pod adresem sprzętu jak i przyrody, w ciągu jednego pobytu na rybach,chyba nigdy nie wypowiedziałem… A było to tak:
Był słoneczny i niestety wietrzny, tak negatywnie opisany przeze mnie we wcześniejszej części, jeśli chodzi o pogodę dzień. chmury pędziły po niebie jak szalone a północny wiatr smagał zinem aż nie miło…. Już od kilku dni chodził za mną wobler którego upatrzyłem sobie w pobliskim sklepie. ręczne wykonanie, pływający, ok 5 centymetrów. Wcześniej kupiłem już inny model wykonany przez tego pana i jak się okazało,był wybitnie pstrągowy. Kolebał się jedynie w nurcie drobniutko i w nieoczekiwanym momencie błysnął to prawym to lewym bokiem. A że naoglądałem się wykładów p.Sławka Szuszkiewicza publikowanych przez znaną wielu osobom Corone Fishing, na temat pracy woblera to wydał mi się z definicji do takiego łowienia stworzony. Wtedy więc kupiłem i ten drugi wobler… ech pięknie chodził. Szablonowo migotał boczkami i robił co jakiś czas jakiś myk to w prawo to w lewo. No i pojechałem na te ryby. Hmm jak na pstrąga to na Wielopolkę pomyślałem. I to był pierwszy gwóźdź do trumny. Całą drogę coś mi mówiło “wracaj, dziś będzie zły dzień. Zobaczysz tomek dziś będzie źle, już dwie wędki na tej rzece złamałeś”. Ale gdzie tam, już po chwili rzucałem swoją ulubioną blaszką w dołek… w którymś rzucie widzę jak błystka wiruje w pół wody i niedaleko brzegu zawirowanie nurtu wpycha ją na gałąź… No zaczep, cholera jasna… Ulubiona błystka,no tak mi szkoda ale mam na to sposób. Otwieram kabłąk i jak oszczepem rzucam wędkę na drugi brzeg. Kiedy już przechodzę pobliskim mostem i próbuje odczepić okazuje się prąd wepchnął luźną żyłkę w jakąś zawadę i błystkę i tak muszę urwać… Wściekły idę dalej. Rzut za rzutem,dołek za dołkiem ale ja nie umiem pstrągować. Jestem początkujący i łowienie tych ryb zacząłem dopiero w tym roku. Zawsze kiedy dochodzę do dobrego miejsca, okazuje się ze jeszcze lepsze jest to które właśnie przepłoszyłem podchodząc do tego upatrzonego… czytam rzekę jak szczupakowiec a nie pstrągarz. Do tego nerwy i nic z tego mi nie wychodzi. W kolejnej głębokiej rynnie puszczam mój nowy wobler z nurtem i powoli podciągam, grając nim jak przy łowieniu przy burcie. W którymś rzucie łapię zaczep. Próbuję więc uwolnić przynętę na wszelkie sposoby, włącznie z włożeniem szczytówki do wody i próbą wyrwania woblera na siłę aż tu nagle… trach…. żyłka pęka a ja wyciągam wędkę ze złamanym wpół elementem szczytowym… Moją ukochaną, najwspanialszą i najukochańszą wędkę którą dostałem od kuzyna który później zmarł na raka… pamiątka, sentyment i 10 lat łowienia. Tym kijem posyłałem 10 gramową błystkę na 25 metrów do celu metr na metr. Nie dostane jej już nigdzie bo to była amerykańska wędka shakespeare contender z 10 cm odłamaną szczytówką co czyniło ją właśnie świetnym krótkim kijkiem z cw. do ok 15 gram. Nigdy mnie nie zawiodła…

spinning w jeziorze
To był najgorszy dzień w moim życiu!!! Nigdy już nie pojadę nad tą rzekę łowić pstrągów!!! Przysięgam!! Tyle przekleństw i obelg pod adresem sprzętu jak i przyrody, w ciągu jednego pobytu na rybach,chyba nigdy nie wypowiedziałem… Jak jechałem do domu to Wam powiem że poł drogi płakałem. Ale no cóż…

Cast, cast, cast!!!!

Jakiś czas temu bardzo się wciągnąłem w łowienie na jerki. Oglądając filmy promujące woblery firmy Salmo wobler wędkarskijak i inne opisujące metodę castingową podjąłem decyzję ze następcą złamanej wędki będzie kompletny zestaw castingowy. W ofercie wielu firm dostępne są tak kije z pazurem jak i odpowiednie kołowrotki. Jednak tu stanąłem przed pytaniem jaki to ma być zestaw. czy ciężki obsługujący przynęty od 30 do 70-80 gram czy może bardziej dla mnie uniwersalny czyli taki do 40 gram. Po konsultacji z bardziej doświadczonym wędkarzem podjąłem decyzję ze kupię jednak ten lżejszy zestaw a mianowicie wędkę Caperlan Axion o długości 6,8 oraz ciężarze rzutowym do 30 gram. A do tego młynek Okuma Tormenta. Okazało się że mam zestaw pasujący do mnie jak pieść do nosa a zachwytu nie było końca.

Teoretycznie….

…metoda castingowa,lub odłam spiningu zwany castingiem, służy do łowienia ciężkimi przynętami. Duże woblery, blachy, gumy na dużych główkach itd to przynęty przynajmniej w teorii dedykowane klasycznej odmianie castingu. Dlaczego? Bo ta metoda pozwala na bardzo komfortowe zarzucanie i prowadzenie tych przynęt. Jednak często słyszy się o lekkiej odmianie tej metody,pozwalającej na łowienie mniejszymi wabikami.
Jakie to nam daje możliwości? Ano po zakupie wędki okazało się że z wielu przynęt potrafię wydobyć to czego nie potrafiłem,zwyczajnie spinningując. Odnoszę wrażenie że ułożenie wędki w dłoni,jej specyficzna akcja jak i fakt użycia plecionki pozwala na lepszą kontrole nad przynętą i pozwala na uzyskanie bardziej kuszącej pracy. Castingując najczęściej łowi się na jerkbaity czyli woblery bezsterowe którymi w różnoraki sposób się szarpie. Te szarpnięcia powodują odjazdy do boków,fikołki czy migotanie imitujące ranną rybkę. I tu znowu pojawia się problem bo większość z nich ma masę powyżej 40 gram. Jednak jak dla mnie jerkowanie mniejszymi przynętami sprawia mi równie dużo radości. W swoim arsenale mam nawet jerka 5cm który idealnie imituje małą,pląsającą czy ranną rybkę i m.in.dlatego cieszę się że mam wędkę w tym zakresie rzutowym.

Pierwszy rzut…

…i broda jak cholera… Haha jednak to nie takie proste. Pamiętając zasady zasłyszane w internecie dokręcam hamulec rzutowy i powoli,powoli zaczyna mi to wychodzić coraz lepiej. Podstawowa zasada przy rzutach castem jest taka że nie należy wykonywać nagłych, szarpanych ruchów. Zarzucanie trochę odbywa się na zasadzie rzutu muchówką. Opisze tu podstawowy rzut zza głowy. Trzymając wędkę za sobą wykonujemy płynny i energiczny ruch do przodu. To nie może być strzał jak w przypadku normalnego kołowrotka. Ciężar przynęty,wykorzystując siłę odśrodkową musi wygiąć kij a ten później oddać tą energię wyrzucanej przynęcie. Przypomina to ruch średniowiecznej katapulty miotającej głazy. W żadnej chwili linka nie może zostać zluzowana ani szczytówka nie może szarpnąć przynętą. To wszystko dlatego że multiplikator ogromnie różni się od tradycyjnego kołowrotka. W zwykłym młynku żyłka luźno spada ze szpuli i nie jest hamowana żadnymi siłami.zestaw przynęt na szczupaka i pstrąga Za to w mutipliku plecionka odwija się z luźnej szpuli która obraca się wraz z wysnuwaną linką. Każde szarpnięcie powoduje najwyżej jeden obrót szpuli, a przynęta która nie jest w stanie, jedynie własną masą, rozpędzić szpuli po strzale z bata wraca nam pod nogi. Za to wykorzystując wspomnianą wyżej siłę odśrodkową i “naładowanie” kija, rzucając płynnym ruchem, jesteśmy posłać nasz wabik na wiele metrów. Najważniejsza jest…cierpliwość. Warto też wiedzieć że po drugiej stronie kołowrotka mamy hamulec magnetyczny oraz w droższych modelach,odśrodkowy. Po co one? A no po to że przy danej wadze przynęty,podczas rzutu siła odśrodkowa może rozpędzić obracającą się szpule szybciej od lecącej przynęty i nawinąć luźną linkę w drugą stronę. To powoduje natychmiastowy stop wysnuwanej linki oraz często kończy się brodą…

Jak prowadzić jerka?

W internecie na popularnym Youtube jest kilka szkół . Jedna mówi o konkretnych sposobach prowadzenia,technikach prezentacji i cyklicznych szarpnięciach. Druga mówi że nie ma złego prowadzenia dżerka a szarpanie musi być nieregularne i spokojne. Ogólnie przynęta ta, ma imitować rybę która w jakiś sposób jest chora,ranna czy otumaniona po ataku drapieżnika i ma spore trudności z płynięciem. Tu pada więc takie pytanie: a jak taka rybka płynie? Ja nie wiem… Bo jedna ma złamany kręgosłup druga nie ma płetwy czy ogona a trzecia uszkodzony pęcherz czy jeszcze coś innego i każda z nich płynie inaczej. Stąd stwierdzenie ze nie ma złego prowadzenia. Jednak ja wyznaje trzecią zasadę. Mianowicie należy sprawdzić jak zachowuje się dany jerk. Jeden lepiej pracuje przy lekkim szarpnięciu i wtedy frunie nawet półtora metra przewracając się na bok a inny jest lepszy gdy się go szarpie dość często wtedy tylko trochę odskakuje to w prawo,to w lewo. Mam jeszcze jedną tezę. Otóż jerkować można każdym woblerem powyżej 7 cm a czasem nawet gumą. Wystarczy odpowiednio szarpnąć. Np wobler Jaxon perch malowany: czarny grzbiet,boki na okonia i jaskrawo czerwony brzuch, odpowiednio delikatnie szarpany przy wolnym prowadzeniu lekko odskakuje w bok i przewraca się do góry brzuchem błyskając nim. W przypadku gumy nawet klasyczny ripper mann’s szarpnięty błyśnie szerokim boczkiem. I o to chodzi. Zdrowa rybka płynie prosto. Tylko chora ma jakieś słabości których nie potrafi ukryć dlatego to się przewali na bok, to pływa w prawo i w lewo nie panując nad tym. Przepraszam za brzydkie słowo ale najlepsze określenie jakie przychodzi mi do głowy to: jerk ma imitować “pierdolniętą rybkę” i właśnie wtedy wtedy jest najbardziej skuteczny.

Zakochałem się?

Jeszcze nie. Bo czasem mam radochy z castingowania po pachy a czasem nerwów tyle że jeszcze pół polski bym mógł obdzielić. Po prostu są momenty i sytuacje do których casting się nie nadaje i dopiero odkrywam wszystkie sytuacje za i przeciw. Jeśli bowiem łowimy w miejscu gdzie mamy nad głową czy za sobą gałęzie, będzie nam trudno precyzyjnie zarzucać przynęty chyba ze opanujemy dość trudne zarzucanie spod siebie. Np niedawno rzucając zahaczyłem o gałązkę z tyłu i świsnąłem kijem… Szpula bardzo się rozpędziła a ja nim zorientowałem się co się stało miałem brodę jak u mikołaja przed gwiazdką.
Zapomnijmy też o rzucaniu przynętami o masie do 5 gramów. Ograniczenie to wynika z zastosowanego kołowrotka. Potrzeba nieco większej siły by ruszyć nawet najlżejszą, bezwładną szpulę niż tylko zsunąć równo ułożoną żyłkę na zwykłym kołowrotku a co za tym idzie, lekka przynęta nie pociągnie na tyle mocno linki by ta zaczęła się ze szpuli wysnuwać. Mój kijek ma ciężar wyrzutu do 30 gram i pozwala na operowanie przynętami od ok 7 do właśnie 30 gram. Za to bardzo wygodnie łowi się na otwartych wodach gdzie mamy możliwość wymachu i katapultacji naszej przynęty, a precyzja idealnego rzutu nie jest wymagana tylko osiągniecie sporej odległości. Jednak jak wspomniałem wcześniej, 7 gramów to taka dolna granica masy przynęty przy której będzie się nam w miarę wygodnie łowiło sprzętem średniej klasy do ok 500 zł. Oczywiście nie zastąpi nam to każdej innej wędki, chociażby wklejanki sandaczowej czy kluskowatego kijka na okoniki. Jednak kiedy łowimy przeważnie szczupaki, sandacze i duże okonie w klasyczny sposób albo jerkując, pozwoli nam to ograniczyć ilość sprzętu do jednego kija i zestawu średniej wielkości przynęt do której ta metoda jest stworzona.
Tam gdzie są chaszcze trzeba uważać na to co jest wkoło. Dlatego nie do końca polecam tej metody na strumyki pstrągowe gdzie nieraz łowimy obrotówkami jedynkami czy woblerkami o masie 3-4 gramów i musimy rzucić tą przynęta precyzyjnie na np 20 metrów. Oczywiście posiadając kołowrotek za 1000 złotych, odpowiednio sprężysty i lekki kij castingowy oraz cienką linkę najwyższej jakości jesteśmy w stanie miotać i takimi przynętami. To dlatego że kołowrotki z najwyższej półki są uzbrojone w najwyższej jakości komponenty, dwa hamulce (odśrodkowy i magnetyczny), mega lekkie szpule i japońskie łożyska. Jednak na taki sprzęt nie zawsze może sobie pozwolić zwykły zjadacz chleba a ze względu na technikę rzutu zbliżoną do muchówki, nie zawsze gwarantuje nam to sukces.
Czy polecam Casting? Hmm polecam to złe słowo. Kupując zestaw trzeba być świadomym tego jak, mniej więcej, wygląda rzucanie i łowienie takim sprzętem. Dodatkowo koszt kupienia średniej klasy sprzętu (kij,kołowrotek,plecionka) to wydatek rzędu 450-500 zł dlatego nie jest to dość tanie a na prawdę odradzam(szczególnie jeśli chodzi o kołowrotki) zabawki made in china za 100-150 zł bo po prostu są zrobione z dziadowskiego materiału, są wadliwe i nie rzuca się nimi komfortowo. Dlatego jeśli nie jesteś pewny jakie ryby i na jakie przynęty będziesz łowił to jednak zachęcam do kupienia tradycyjnego zestawu spiningowego. Wyjdzie to taniej i oszczędzi Ci masę nerwowych sytuacji nad wodą gdy wędką nie będzie można wygodnie łowić. Jeśli jednak będziesz łowił szczupaki w jeziorze, zalewie, stawie czy innej otwartej wodzie na średnie i duże przynęty, jak najbardziej polecam casting!

6 KOMENTARZE

  1. Ciekawy artykuł, który zachęci mnie żebym w tym roku spróbował łowić na casting. Współczuje ci z powodu złamanej wędki. Sam w swoim życiu złamałem dwa tajne kijaszki, własnie przez głupie zaczepy i mocne szarpanie, i wiem jakie to jest uczucie. Świetny artykuł i oby takich wiecej