Pogoda za oknem istnie letnia. Piękne mamy lato tej wiosny chciałoby się powiedzieć. Nie ma nic przyjemniejszego niż ciepły wiosenny poranek nad wodą, wśród coraz bardziej zielonych drzew i śpiewu ptaków. Zachęcony taką wizją postanowiłem ponownie w tym sezonie wybrać się na wędkarski szlak w poszukiwaniu przygód. Tym razem mój wybór padł na zbiornik Szymanowice. Postanowiłem odwiedzić łowisko pierwszy raz w tym sezonie.

Dużo można pisać o tej wodzie. Nie będę się jednak rozpisywał i zachęcam do zapoznania się z opisem łowiska, który dostępny jest pod tym linkiem. Jedni uwielbiają tu łowić, inni mniej, chyba jak wszędzie. Zawsze miło tu wracam, znam tą wodę bo łowię na niej już kilka dobrych lat. Długo by pisać o tym ile fajnych chwil dało to łowisko.

Przed wyjazdem postanowiłem upewnić się, że na zbiorniku nie ma zakazu wędkowania (wiele zbiorników w okręgu Tarnobrzeg jest zamkniętych ze względu na wiosenne zarybienie), nie ma żadnych zawodów i tym podobnych niespodzianek. Okazało się, że zawody odbywały się w sobotę poprzedzającą mój przyjazd, zarybienia nie było, więc można śmiało ruszać. Na wyprawę wyruszam wspólnie z moim kolega Arturem, z którym to na ryby jeździmy już dobre paręnaście lat. Nad wodą meldujemy się kilka minut przed godziną 5. Wypakowujemy sprzęt z samochodu i ruszamy zająć stanowiska. Wita nas ciepły, piękny poranek, z jednej strony las z drugiej woda. W powietrzu czuć jeszcze zapach deszczu, który padał jeszcze kilka godzin wcześniej. Pogoda można powiedzieć wymarzona na ryby. O 5 jesteśmy już przygotowani do wędkowania. Oczywiście łowię na moje ulubione feedery. Tym razem stawiam na metodę. Na oba zestawy wędrują podajniki do metody Cresta, jeden 28 gram, drugi 22 gramy. Lubię je, ponieważ dzięki rozwiązaniu jakie zastosował producent nie trzeba demontować zestawu aby wymienić podajnik na ten o innej gramaturze czy kształcie. Zobaczcie sami:

Zastanawiałem się trochę jakie rozwiązanie wybrać odnośnie przyponu i przynęty. Tym razem rezygnuje z „włosa”, przynajmniej na początek. Oba przypony z żyłki 0.14 mm, zakończone haczykiem w rozmiarze 10. Zakładam sobie, że zacznę od pinek na jednym zestawie i kukurydzy na drugim. W międzyczasie przygotowuję sobie zanętę. Stawiam na dwa rozwiązania. Pod jeden zestaw wybieram pellet 2mm orzech tygrysi od Profess Fishing, pod drugi zanętę do method feeder również od Professa. Jestem ciekawy czy ta taktyka przyniesie mi jakiś efekt.

pellet orzech tygrysi profess fishig

Zestawy wędrują do wody na odległość około 30 metrów, klipsuję żyłkę, by mieć orientacje co do odległości w kolejnych rzutach. Wędki w wodzie, wiec oczekujemy brania. Nie spodziewałem się, że nastąpi ono w zasadzie po kilku minutach. Było ono specyficzne, najpierw uderzenie, później zluzowanie żyłki. Po zacięciu poczułem, że jest coś niedużego. Wydawało mi się że jest to jaź, jednak szybko wyszedłem z błędu, ponieważ ryba zaczęła walkę. Kątem oka spoglądam na druga wędkę, tam też jest branie. Udaje mi się zaciąć. Przekazuje więc stery mojemu koledze i holujemy ryby we dwóch. Żartujemy sobie, że zestawy nie były w wodzie dłużej niż 5 minut. Po chwili widzę, że mam na wędce amura. Nie jest to jakiś kolos, ale na miękkim kiju hol sprawia duża przyjemność. Co ciekawe na drugim zestawie jest … także amur. Jakież było nasze zdziwienie. W myślach mam już fotki z dwoma amurami złowionymi jednocześnie. Niestety ryba u Artura schodzi z haka… Co zrobić. Pozostało zrobić sobie zdjęcie tylko z jednym. Nie ukrywam, że jestem zaskoczony taką sytuacją. Dwa amury w jednym czasie nie zdarzają się zbyt często.

amur szymanowice
W myślach mam już fotki z dwoma amurami złowionymi jednocześnie. Niestety ryba schodzi z haka… Co zrobić. Pozostało zrobić sobie zdjęcie tylko z jednym, który później wrócił do wody

Jak się okazało był dobry prognostyk na kolejne godziny wędkowania. Brania mamy w zasadzie cały czas. Biorą nieduże karpie w przedziale od 35 do 40 cm, trafia się też karaś, leszcz i jeszcze 3 amury. Samych karpi udaje mi się złowić około 15.

 

Kolega również łowi, więc widać że ryba tego dnia żeruje bardzo dobrze. Trzeba przyznać, że trafiliśmy też z zanętą i taktyką na wędkowanie. Zastanawiające jest jednak to, że ciągle nie ma brań „japońców”, które są tutaj naprawdę pokaźne. Nierzadko trafiają się okazy ponad 2-kilogramowe. Cóż może następnym razem.

Podsumowując wyjazd trzeba być zadowolonym. Ryby dopisały, pogoda także. Wypada życzyć sobie i wam kolejnych udanych wypraw wędkarskich.

4 KOMENTARZE