Od czego by tu zacząć. Po ostatniej wyprawie na jedną z moich ulubionych ale bardzo niewdzięcznych wód która zakończyła się wynikiem 4:1 dla mnie (5kg, 10kg, 11kg, 11,300kg) postanowiłem poszukać czegoś nowego, małego, daleko od innych wędkarzy. I znalazłem (mniej niż 1ha wody, o ile nawet 0,5ha), stary leśny przepływowy zbiornik (sporo biegaczy i leśnych kolarzy – tu nie ma ryb – tylko potakiwałem…).

Lesna woda

Spędziłem 1 cały słoneczny dzień na obserwacji wody. Zaobserwowałem 2 tajemnicze dość duże cienie. Nie dało mi to spokoju, jeszcze w ten sam dzień wróciłem do domu zgarnąłem drobny Pellet Scopex Squid 6mm od Nash wraz z kulkami Citruz i wróciłem nad wodę. Miejsca wstępnie były już wybrane – jedno ok. 1m od brzegu, przy samym brzegu w rogu zbiornika, drugie natomiast za pasem trzcin pod nawisem gałęzi drzewa rosnącego praktycznie w wodzie. Zbiornik nie wydawał się prosty. Klimatu nadało mu założenie okularów polaryzacyjnych (nie jest zbyt głęboki w miejscach w których łowiłem ok. 1-1,5m). Ujrzałem na dnie PIEŃKI, jakby wyciął ktoś podwodny las na wysokości 10-15cm nad dnem. Obecnie nie wiadomo nawet kto jest właścicielem zbiornika, kiedyś prawdopodobnie w rękach prywatnych, później lasy państwowe, następnie słuch zaginął. Po ok. 8 dniach sypania co drugi dzień podjąłem decyzje że to już. Ruszyłem nad wodę, ok. 800m odcinek trzeba było pokonać pieszo (taczki i wózki są dla słabych… pomyślałem), jednak po maratonie ze sprzętem (wszystko trzeba było zabrać na raz) mimo odchudzenia wszystkiego do granic możliwości, odechciało mi się łowienia. Pierwsze oczywiście przygotowanie obozu, namiot, łóżko, kołyska, stojak do ważenia. 30min wszystko na miejscu, szybka herbatka i działamy.

Zestaw na karpia

Na włos PopUp 12mm Scopex Squid pod brzeg, drugi kij pod nawis Citruz 20mm + 15mm PopUp Pineapple Crush. Kije poleciały do wody ok. godziny 14:00.

łowienie karpi w dzikiej wodzie

Na pierwsze branie nie trzeba było długo czekać, 18:30 melduje się pierwszy 10kg grubasek (spod nawisu na Citruza z Crushem) – szybka waga, odkażanie zdjęcie i do wody.

Karp z dzikiej lesnej wody

Podniecenie sięga zenitu, całkowite spełnienie marzeń, ale jednak myśli że skoro pierwszy wyjechał, co będzie dalej, może nic? Może to jedna z dwóch ryb w tej wodzie które widziałem. Nie ma co się zadręczać, szybka zmiana przynęty na świeżynkę i zestaw leci pod nawis. Następne branie nastąpiło ok. 3:00, atomowa szpula bez żadnego pojedynczego nawet piśnięcia ostrzegawczego… Hol w porównaniu do poprzednika dość długi, czyżby większy? Podebranie, odkażenie, worek i do wody, a ja do spania. Rano szybka pobudka, ważymy rybkę i… zdziwienie, popalić dał mniejszy osobnik 8kg ale za to długi golasek.

karpie z leśnej wody

Do wieczora nie zaliczyłem już żadnego piśnięcia i niestety nadeszła pora na pakowanie się i powrót do rzeczywistości. Dodam jeszcze kilka słów – wertujcie mapy, szukajcie zbiorników, namierzajcie ryby – samo obcowanie z na tyle dziką przyrodą jak jelonki lisy, sarny (pomijam dziki i bobry bo to odrębna historia).

Łowienie ryb w lesnych zbiornikach

Abstrahując te dwa karpie były dla mnie największą satysfakcja, zlokalizowane, wykarmione i złowione 🙂

Pozdrawiam – Kamil Boczkowski

7 KOMENTARZE

  1. Karpie piękne, tym bardziej cieszą z dzikiej wody. To jest wielka sztuka wyszukać taki zbiornik, odizolowany od ludzi, zgiełku i tak pięknie połowić. Zwróciłem szczególnie uwagę na piękne ciemnawe ubarwienie. Prawdziwe dzikuski.