Nocny boleń

Każdemu zdarza się faux pas – z wolego tłumaczenia fo pa. Mnie również. W materiale Nocny Szczupak pisałem o artykule, którego jeszcze nie napisałem. Byłem przekonany, że Nocny Boleń został już dawno napisany i poszedł do wędkarzy. Skoro nie, to szybko nadrabiam zaległości, a że sezon boleniowy w pełni to warto parę słów przekazać nt. łowienia boleni w nocy.

Tam, gdzie boleń chodzi w dzień, tam łowię bolenie w nocy. Zaraz, cholerna mucha lata nad moim komputerem, o szybka ręka i mogę pisać dalej. Muchy już nie ma. Zauważyłem, po trzech latach łowienia boleni w nocy, że nasze grubasy zaczynają brać bardzo dobrze w chwili dobrej czy bardzo dobrej aktywności w dzień. Jeżeli w dzień wędkarze łowią bolenie to i w nocy na pewno będą brania.

Niestety ten rok 2020 jest specyficzny, a bolenie w nocy nie biorą w dzień też. Co prawda złowiłem kilka, lecz nie chodzi mi o łowienie pojedynczych bolasków a łowienie seryjnie w nocy nawet po 10 sztuk. Najwięcej w nocy mam ich złowionych 8 sztuk.

No dobra, to do szczegółów. Zacznę więc od sprzętu, którym się posługuje w walce z boleniami. Moja ulubiona i nie jedyna dzida w arsenale wędkarskim to Robinson Diaflex 2,40m., cw. 10-45.

Krótki! Sztywny! Ciężki! Nie pracuje po całości! Kij z czasów PRL! Możnaby jeszcze kilka przymiotników wrzucić do poczytania. Tak myślę, że znęcać się będą “znawcy” łowienia boleni nad moją dzidą boleniową. I co? I nic! Kompletnie mnie to nie rusza. Dla mnie to wędka marzenie, z którą jestem od 15 lat w jednej drużynie. Co prawda stary Diaflex odmówił współpracy, strzeliła wklejka i po kiju. Trochę to trwało. Podzwoniłem, popisałem i kupiłem dokładnie taki sam kij, tyle że nowy. Moja wędka leży idealnie w ręku, mam spory zapas mocy, kij przepięknie wykonany, posyła moje slidery 21 gr. na takie odległości, że wierzcie mi, czasami to się dziwię, że tak leci. A jak wieje, to leci jeszcze dalej. Moim zdaniem, a doświadczenie mam już duże w łowieniu boleni, jak Wam leży wędka, to nie zmieniać, nie kombinować. Na necie, OLX, Allegro jest wiele wędek do kupienia, zrobionych z najlepszych materiałów. Nikt się nie zastanowił dlaczego gość sprzedaje kija za dwa koła po 2 miesiącach od kupna, za połowę jego wartości? Bo nie leży, coś poszło nie tak i teraz trza sprzedać aby kupić inną dzidę. I tak bywa. Ja staram się chodzić sprawdzonymi ścieżkami i zwłaszcza w walce boleniowej stawiam na sprawdzony kij, jego pracę i moc.

Obowiązki zawodowe odciągnęły mnie na chwilę od pisania artykułu, ale już jestem, więc jedziemy dalej. Zdaję sobie sprawę, że finezja w łowieniu być musi, tylko nie koniecznie przy łowieniu boleni. Jak walnie takie 80 cm, to wierzcie mi miękki kij sobie nie poradzi. Bolka i trzeba wciąć po braniu i trzeba przytrzymać i po chwili “niemocy”. Trzeba sterować własną zdobyczą, a miękkim kijem moim zdaniem nie zawsze się uda. Zresztą jak pisałem wyżej, na 10 spinningistów 15 teorii a każdy niech robi jak chce. Totalną kluchą też trudno posłać slidera 21 gr na dużą odległość. A jak walczymy ze zwierzęciem 80 plus i jeszcze z nurtem rzeki, to naprawdę zdążymy się mocno spocić nad brzegiem. I tylko komary będą miały ucztę nie koniecznie wędkarz.

Boleń o zmierzchu

Kołowrotków mam kilka i wszystkie są dobre do połowu boleni. Jak trzeba szybko podkręcić prędkość prowadzenia naszego wobka to śmiało zakładam Shimano TP 4000HG, który cholernie dużo zbiera za jednym obrotem, więc mniej się nakręcę w czasie wypadu boleniowego. Jak zmieniam wobka na większego i ciężkiego to śmiało podkręcam pod kija Stelle 4000FJ lub Biomastera 4000 również ze stajni Shimano. W zależności od warunków na wodzie i sposobu żerowania bolenia stosuję różne techniki, zarówno w prowadzeniu jak również w doborze własnego arsenału woblerowego. Co do linki, to używam jedynie plecionek, dobrych i niestety drogich. Moim zdaniem, a wiem co umiem, nie możecie w pogoni za boleniami stosować pletki o przekroju 0,06 lub 0,10. Dla mnie minimum to 0,12 do 0,16. Spider Wire, Varivas, Octa Braid, YGK. Te polecam, wybór olbrzymi więc każdy może kupić pletkę na własną kieszeń.

Mam twardego kija – cokolwiek to oznacza – więc przy pierwszym strzale bolenia muszę mieć i zapas mocy mojej pletki i dobrze wyregulowany kołowrotek – hamulec. I tu się na chwilę zatrzymam. Co to znaczy dobrze wyregulowany hamulec? Przykład, powinien Wam dokładnie zobrazować o co chodzi. Siedząc na krzesełku w nocy wykonuje rzuty moim zestawem na ok 70m. Leci, leci, leci i wpadło do wody. Po wybraniu luzu – i tu nasz pierwszy i podstawowy błąd, o którym za chwilę, mam branie i walnięcie w kija takie, że dwa razy spadłem z krzesła. Widok pewnie był przeuroczy i nie myślcie sobie że to niemożliwe. Tak się stało dwa razy i już. Kawał chłopa ze mnie, 85 kg mięśni, plus kaloryfer na brzuchu i 45 na bicku, a spadłem z krzesełka jak dziecko, prawie wylane z kąpielą. I co z rybą i braniem? No nic. Hamulec za słabo ustawiony, po chwili odjazdu bolek bez problemu wytrzepał się ze slidera i tyle po nim. Hamulec za SŁABO. Zdarza się też tak, że nasz bolek, a zawsze brania są niespodziewane w odróżnieniu od innych krajowych drapieżników, walnie a nasz hamulec jest ustawiony na “BETON”. Strzał i z naszej plecionki i slidera zostaje tylko wspomnienie, oby jak najbardziej pozytywne. I to jest problem z dokręceniem lub nie naszego hamulca w kołowrotku. I tu wyprzedzam znawców łowienia boleni, którzy zaraz będą udowadniać, że kij za twardy lub coś innego. Mam również inny arsenał wędek z przeznaczeniem do łowienia nie tylko boleni. Na innej gramaturze i długości dzieje się tak samo. Tu należy mega precyzyjnie ustawić hamulec do wielkości stosowanej przynęty, do jej ciężaru, do warunków pogodowych i własnych umiejętności. Pamiętajcie, że bolek 80 plus to gladiator, twarda bestia, zwierzę, które wykorzysta każde nasze potknięcie aby nam zwiać. Jak wyczuje, że sobie może pozwolić, a nasz młynek na pierwszym odjeździe już się pali i swąd czuć w pobliskiej wiosce, to nie damy mu rady. Rozwali po kolei wszystko co będzie mógł. Pozamiata naszą wędkę KLUSKĘposkłada ją niekoniecznie właściwie, rozora naszą pletkę i wymarzony kołowrotek. Będziemy długo pamiętać takie branie, oj długo. Czy u mnie zawsze jest wszystko ok? No nie! Nie pisałbym o takich sytuacjach gdybym ich nie przeżył. Tak, ja też popełniam błędy z drobną różnicą – szybko się uczę i nie popełniam tych samych błędów dwa razy. No przynajmniej w teorii. Wracam szybko do zbierania luzu naszej pletki po rzucie zwłaszcza na dalszą odległość. To ważne więc będzie dużymi i na grubo NASZ SLIDER DOTYKA POWIERZCHNI WODY I JUŻ MAMY BRANIE. Hamujemy, hamujemy, hamujemy ręką naszą pletkę i tuż przed kontaktem slidera z wodą mamy zamknięty kabłąk, szczyt wędki uniesiony w górę i przygotowany do pracy kołowrotek.

Dwie godziny naparzania sliderem bez brania, pełne słońce, brak wiatru, wędkarze głośno wspominający lata gdzie brało i duże brały i było o wiele lepiej niż teraz z rybą, z boku kolo chodzi po kamieniach. Woda na mojej zaporówce Słup ogromnie spadła w maju więc piwnica, czy most wyłażący z wody to zaiste nieblada atrakcja, jeszcze w oddali szczekający lis i stado rybitw przelatujących nad moim sliderem, drących japy tak głośno, że mimo że jestem belfrem uczącym biologii, to z chęcią powyrywałbym im wszystkie pióra i postawił na ziemi. Niech się w ciszy przejdą po brzegu i w tej całej sekundowej chwili lecący mój slider dotyka wody – i branie. BRANIE, które zapamiętam na całe życie. W jednej sekundzie wielkość ryby, którą ostro widziałem w szale brania. Potwór ze Słupa zaatakował. Takiego bolenia nie widziałem jeszcze nigdy. Rozprysk wody, fala po braniu i ja kompletnie zaskoczony taką sytuacją. Gdybym stał bliżej to na pewno suche miałbym tylko skarpetki. Powinienem przynajmniej powalczyć z gladiatorem ale nie, nie miałem szans na walkę bo zapomniałem, że bolki biorą z powierzchni i zlekceważyłem ten jeden rzut. Po prostu myślałem, że się nic nie wydarzy. I mam za swoje. Szkoda, szkoda. Co prawda branie było za dnia ale opisuję Wam sytuację ku pamięci. Tak samo jest w nocy i to bardzo często.

Moje slidery mają od 7cm do 12cm i ważą od 21gr do 45gr. Kolorystyka jest zróżnicowana i mimo, że mam ich obecnie coś około 60 sztuk to zwyczajowo używam 4 sztuk. Reszta leży, może się doczeka debiutu, może nie. Kolorystyka, którą używam w nocy to biało-czerwony, seledynowy i kilka jasnych kolorów. Wszystkie moje slidery są tonące i wolno prowadzone. Wolno w nocy to nie znaczy zawsze wolno, czasami przyspieszam prowadzenie, czasami zostawiam w bezruchu, czasami to ryzykowne opuszczam slidera do dna. Kombinacja w prowadzeniu naszych wobasów boleniowych to podstawa udanego połowu. Mój wieloletni przyjaciel, kiedyś mój podopieczny z czasów kiedy zajmowałem się trenerką koszykarzy i przez 9 lat jeździłem po Dolnym Śląsku jako trener kadry koszykarskiej w klubie Tytan Jawor, złowił bolka na Thrilla Salmo prowadzonego tak powoli, że jak opowiadał to usiadłem. Każdy wie jak się prowadzi Thrilla, szybko i jeszcze szybciej.

Salmo Thrill
Salmo Thrill

Gaspar nie wiedział jak, a kupił w sklepie i sprzedawca zapewniał, że to najlepszy boleniowy kiler. Można? Można. Zawsze kombinowanie ma przyszłość, zwłaszcza w wędkarstwie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kotwiczki. Ja mam dozbrojki sumowe założone na moje slidery. Kute, srebrne, zawsze ostre, które po dwóch sezonach nie wygięły się i o milimetr. Wybaczcie, nie pamiętam nazwy. Pamiętam, że sumowe dozbrojki. Owner, VMC, Mustad, JMC, Kamatsu, te pamiętam, ale znawcą kotwic nie jestem, więc wszędobylski internet prawdę ci powie. Zaglądnijcie i będziecie pewni, że macie kupione te dobre. Jak macie założyć coś co gnie Wam się pod palcami do swojego wobasa to nie róbcie tego błędu. To zwierzę rozegnie wszystko, co wpadnie do paszczy. Zmieli wasze kotwiczki, pozaciska, zakręci, zmiażdży a jak połknie i się urwie to „wysra piaskiem resztę”. I jeszcze ta płetwa grzbietowa, która do złudzenia przypomina rekina. Jak wylezie takie 80 plus na powierzchnię i idzie z falą w naszą stronę to zawsze na myśl przychodzi mi film “Szczęki”, każdy odcinek. Widok bezcenny a nogi same wyłażą z wody.

Cisza i raz jeszcze cisza. Jak macie z boku “BIZONY”, wiecie już co to za ludziowędkarze z poprzedniego mojego artykułu, to uciekajcie w nocy jak najdalej. W nocy cisza jest sprzymierzeńcem wędkarza, a jak polujecie na bolki nieodzowna. Bolka w nocy w zasadzie nie słychać. Zmylić Was może mega delikatne dotknięcia wody niczym niewielka rybka podpływa do powierzchni wody. Oczko dla niewprawnego spinningisty wydaje się niczym ważnym w polowaniu na bolki. Niech Was to nie zmyli. Wielkie bolenie wychodzą do powierzchni niczym dotknięcie komara o wodę. Są, są wreszcie są te duże. Cichutko siedzę na krzesełku, rzucam i hamuje slidera i czekam na branie. Pisałem wcześniej, że te nocne bolki są na dopalaczach, prochach lub na innej jeszcze pigułce. Walczą w nocy na kiju pięć razy mocniej niż w dzień. Po każdym wyjętym bolku w nocy przychodzi tak ze 20 minut przerwy w braniach. Myślę, że to nie problem bo i nam przyda się chwila spokoju po intensywnych holach.

Godziny brań naszego zwierzęcia są różne. Łowiłem bolki od godz 23:00 w zasadzie przez całą noc. Biorą zazwyczaj w bezwietrzną pogodę, może być “łysy” nad głową. Jak używacie czołówek to odpalajcie je stojąc tyłem do łowiska. Po co “wrogowi” zdradzać własną pozycję, im mniej wie tym lepiej. Jak to na wojnie. Możecie śmiało stosować spodniobuty, tylko w wodzie powoli i cicho. Ja wybieram miejsca z dobrym dostępem do brzegu, bez roślinności i bez dużych kamieni w obrębie łowiska. Tu cenna uwaga, którą zawsze stosuję. Jak wleziecie w spodniobutach w krzaczory i będziecie łowić z takiej miejscówki bolenie to sami sobie robicie pod górkę. Bo to, że weźmie to nie problem, problem jest potem co zrobić jak wokół pełno krzaczorów, a boleń wyjątkowo duży. Nie ma szans, no prawie, zawsze nadzieja ta wędkarska umiera na końcu, lecz wyjęcie bolka z takiej miejscówki to istny przypadek jeżeli się uda. Więc zanim zaczniecie obławiać takie miejsca zastanówcie się ze trzy razy czy warto.

Staram się w czasie holu mojej zdobyczy zobaczyć jak złowiony jest boluś. Jak siedzi głęboko, a w nocy przy nawet średniej klasy czołówce widać wybornie gdzie wbity jest nasz slider, wyślizgiem wywlekam. O, to dobre słowo, Wywlekam bolka na brzeg. Jak są kamienie, krzaczory lub bolek siedzi niepewnie stosuję podbierak. Z podbierakiem zaraz na myśl wpadają mi dwie cenne rady. Pierwsza, to jak bolek się zaplącze w podbieraku nawet tym gumowym to 10 do 15 minut mamy roboty ręczne. Proste to nie jest a uważać należy na kotwice naszego wobka. Parę razy moje palce skutecznie spotkały się z metalem w czasie odczepiania ryby w podbieraku. Kolorowo nie było. Druga, musicie mega uważać jak wprowadzacie bolka do podbieraka. Jeżeli wprowadzicie “za krótko” to będzie wisiał na skraju sieci na woblerze i się majtał. Wynik jest prosty do przewidzenia. Jak wpadnie “za głęboko” to przewinie się wokół i najprawdopodobniej wyskoczy i po nim. To że bolek jest w podbieraku nie oznacza jeszcze że jest nasz i będą fajne foty. Ja wolę bez podbieraka w nocy. W dzień z łodzi tylko w podbierak.

Stalka, wolfram czy jakiś inny drut? Ja stosuję metalowe przypony w walce z boleniami. Nie przeszkadzają boleniom w atakowaniu naszych przynęt, a pełnią jedną ważną rolę. Kotwice naszych wobasów są ostre, oj bardzo ostre. Wie dobrze ten, kto raz w życiu musiał wyjmować wbity metal we własną dłoń. I krwi dużo i bólu też. A co będzie, jak po serii odjazdów na własnej drodze spotka się ostra kotwica i niczego niespodziewająca się nasza plecionka? Tak się dzieje często, kotwica tnie pletkę jak marzenie. W jednej chwili tracimy zdobycz, foty, naszego ulubionego wobasa. Wędkarsko jesteśmy zmieleni i parę drobnych jesteśmy w plecy. Aby to się nie zdarzało stosujcie stalki tylko długie od 40cm do nawet 50cm i koniecznie co najmniej 10kg wytrzymałości. Mniejsze strzelają i po rybie.

Myślę, że wystarczy o nocnym łowieniu boleni. Po prostu trza spróbować łowić bolki w nocy i zapewniam, że biorą. Piszcie śmiało o Waszych wynikach sportowych, o łowieniu bolasów w nocy. Jakby co, to kontakt ze mną przez FB lub redakcję Angloo.com. Pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą.

Patronem V Edycji Szkółki Spinningowej została firma Relax Lures produkująca sztuczne przynęty.

Relax lures baner poziomyZobacz pozostał wpisy Szkółki Spinningowej

Polecamy:

Gumy Relax Kingshad – Smukły kształt Kingshada pozwala wodzie przepływać bez przerwy wzdłuż jego korpusu. Część łącząca ogon  z korpusem jest wydłużona, a sam ogon o zaokrąglonym kształcie kusząco dudni o wodę.

Relax Clony – Relax Clonay 4’ jest hybrydowym połączeniem, przypominającym jednocześnie Banjo i Kopyto. To sekretna broń Witolda Kowalczyka, zaprojektowana, aby dokładnie imitować wygląd Płoci. Clonay nie ma kształtu litery V, lecz jest wysoki i gruby na całej długości.